niedziela, 15 września 2013

Nowenna -Święto Podwyższenia Krzyża -dzień 8



NOWENNA PRZED ŚWIĘTEM PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO 14 WRZEŚNIA



DZIEŃ ÓSMY – 12 września

Ojcze Przedwieczny! Boże Najświętszy! W obecności Którego niegodni są stanąć Aniołowie i Święci, przebacz wszystkie winy, popełniane myślą i pragnieniem. Przyjmij jako pokutę za te zniewagi, przeszytą cierniami Głowę Twego Boskiego Syna. Przyjmij Krew Przeczystą, która z Niej tak obficie wypływa. Oczyść umysły skażone!… Oświeć i rozjaśnij rozumy, pogrążone w ciemnościach. Niech ta Boska Krew będzie dla nich siłą, światłem i życiem. Niech ta Najświętsza Krew przywróci Twoją Boską godność, złagodzi słuszny Twój Gniew i wyjedna światu Miłosierdzie. Amen

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

„Gdy doznajecie przykrości lub cierpienie was przygniata, złóżcie to czym prędzej w Moje Rany, a ból się uciszy. Trzeba często przy chorych powtarzać: “O mój Jezu, przebaczenia i miłosierdzia przez zasługi Twoich Świętych Ran”. Ta modlitwa ulży duszy i ciału chorego.”

Koronka do Najświętszych Ran Pana Jezusa

O Jezu, Boski Odkupicielu, bądź nam miłościw, nam i całemu światu. Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się na nami i nad całym światem. Amen. Przepuść, zlituj się mój Jezu, w otaczających niebezpieczeństwach Krwią Twoją Najdroższą osłoń nas. Ojcze Przedwieczny, okaż nam Miłosierdzie. Przez Krew i Rany Jezusa Chrystusa, Syna Twojego Jedynego, błagamy Cię, okaż nam Miłosierdzie. Amen. Amen. Amen.

Na dużych paciorkach: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Rany Pana Naszego Jezusa Chrystusa, na uleczenie ran dusz naszych.

Na małych paciorkach: O mój Jezu, przebaczenia i Miłosierdzia, przez zasługi Twoich Świętych Ran.

Na zakończenie: (3x) Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Rany Pana naszego Jezusa Chrystusa, na uleczenie ran dusz naszych.



Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami! I Ty, któraś współcierpiała – Matko Bolesna przyczyń się za nami!


Serce człowieka szuka pociechy -15 września ,NMP Bolesnej

Serce człowieka szuka pociechy (15 września, NMP Bolesnej)

Po uroczystości Podwyższenia Krzyża, przeżywamy w następnym dniu wspomnienie Matki Bożej Bolesnej. Dziś w duchu wiary i miłości razem z Maryją stajemy na Kalwarii pod krzyżem Jej Syna Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela. Matka Najświętsza przeżyła w swoim ziemskim życiu wiele smutków i boleści. Stąd Jej tytuł: Matka Boża Bolesna. Dziś pragniemy przypomnieć sobie siedem bolesnych wydarzeń na podstawie Ewangelii i tradycji. Proroctwo Symeona zapowiadające uczestnictwo Matki Bożej w męce Jej Syna. „Duszę Twoją przeniknie miecz” (Łk 2,35). Przeniknął Ją, gdy zagłębił się w ciele i sercu Jej Syna. Ucieczka do Egiptu, by chronić Dzieciątko Jezus przed srogim Herodem. Trzy dni bolesnego poszukiwania dwunastoletniego Jezusa w Jerozolimie. Spotkanie w drodze na Golgotę. Stanie u stóp krzyża na szczycie Kalwarii. Zdjęcie z krzyża Ciała Chrystusowego i oddanie go w ramiona Matki. Złożenie do grobu Jezusa na zmartwychwstanie. Boleści Maryi sławi znany hymn Stabat Mater Dolorosa. Bolejąca Matka stała U stóp krzyża, we łzach cała, Kiedy na nim wisiał Syn. W końcowej zwrotce tego hymnu znajdują się następujące słowa: Chcę pod krzyżem stać przy Tobie, Z Tobą łączyć się w żałobie I wylewać zdroje łez. Obarczeni różnymi krzyżami codziennego życia pragniemy razem z Maryją stać pod krzyżem Chrystusa. Serce ludzkie jest często smutne, nieraz bardzo smutne. Z tej przyczyny szuka ono pociechy. A pociechę znajdzie przede wszystkim u Matki, bo wie, że Ona kocha szczerze i najgoręcej. Stąd w chwilach ciężkich cierpiące usta ludzkie wzywają Matki. Słyszałem, że pewien żołnierz kończąc życie na skutek ran wojennych w szpitalu polowym wołał: mamo, mamo, mamo! Serce ludzkie potrzebuje pociechy i dlatego potrzebuje matki. Wie o tym Bóg, najlepszy znawca duszy ludzkiej. Dlatego postanowił, aby pocieszeniem i umocnieniem dla człowieka była nie tylko ziemska matka, lecz również obdarzona niezwykłą dobrocią i potęgą Matka Boga Bolesna Maryja.

autor: o. Korneliusz Jackiewicz O. Cist.

http://www.bkaznodziejska.pl/nr/forum_homiletyczne/serce_czlowieka_szuka_pociechy.html


  • Dzisiaj, 15 września choć jest to Niedziela, Dzień Pański, Dzień zmartwychwstania Pana Jezusa, to jest też to dzień wspomnienia Najświętszej Maryi Panny Bolesnej. W Liturgii Godzin (t. IV, str. 1174/1175) na to wspomnienie jest zamieszczone te, oto kazanie św. Bernarda, opata: ” Zarówno proroctwo Symeona, jak i przebieg Męki Pańskiej ukazują nam męczeńskie cierpienia Dziewicy. “Oto Ten przeznaczony jest na znak, któremu sprzeciwiać się będą”, mówi ów świątobliwy starzec o Dziecięciu. Do Maryi zaś rzekł: “A Twoją duszę przeniknie miecz” (Łk 2,35). Zaiste, o Matko błogosławiona, miecz przeniknie Twoją duszę! Przeniknął Ją, gdy zagłębił się w ciele Jej Syna. A gdy Twój Jezus oddał ducha – Twój w szczególny sposób, choć i wszystkich – to przecież nie Jego duszy dosięgła okrutna włócznia. Jej ostrze nie przepuściło nawet i umarłemu, choć nie mogło mu już szkodzić, a tylko otworzyło Jego bok, ale przeszyło ono Twoją duszę. Jego duszy już tam nie było, ale Twoja nie mogła się stamtąd oderwać. Twoją więc duszę przenikła ogromna boleść i nie bez słuszności zwiemy Cię więcej niż męczennicą, bo cierpienia Twej współczującej duszy większe były od cierpień fizycznych. A czyż owe słowa: “Niewiasto, oto syn Twój” (J 19,26) nie były dla Ciebie więcej niż mieczem i czy prawdziwie nie przeniknęły i nie rozdzieliły duszy i ducha? Cóż to za zamiana! Jan jest Ci dany zamiast Jezusa, sługa zamiast Pana, syn Zebedeusza zamiast Syna Bożego, zwykły człowiek zamiast Boga prawdziwego. Jakżeby te słowa nie miały przeniknąć Twojej miłującej duszy, skoro samo ich wspomnienie rozdziera nasze serca, tak przecież nieczułe i skamieniałe. Bracia! Niech was nie dziwi to, że o Maryi mówimy, iż była męczennicą w duszy. Niech ten się dziwi, kto nie pamięta słów Pawła zarzucającego poganom przede wszystkim to, że byli bez serca i bez litości. Jakże inną była Maryja, jakże innymi powinni być i Jej słudzy. Ale może ktoś powie: Czyż nie widziała o tym, że Jezus ma umrzeć? Na pewno wiedziała. A czyż nie wyczekiwała, że zaraz po tym zmartwychwstanie? Z całą pewnością na to czekała. Jakże więc, pomimo tego, bolała nad Ukrzyżowanym? I jak jeszcze bolała! Skąd więc przyszło ci to do głowy, mój bracie, i jak to sobie umyśliłeś, że bardziej cię zaskakują cierpienia Maryi niż cierpienia Jej Syna? On mógł umrzeć w ciele, czyż więc nie mogło zamierać Jej serce? Tamto sprawiła miłość, nad którą większej nikt nie miał; również i to sprawiła miłość, a po miłości Chrystusa nie było już takiej miłości, jaka była w sercu Maryi”. A co dzisiaj jest powodem bólu NMP? O tym w cd(2)




    • i


      Rate This

       

      Quantcast

      Z niektórych Orędzi Matki Bożej do Jej umiłowanych synów, Kapłanów w to wspomnienie: 1. …Jestem waszą Matką Bolesną. Miecz, który przeszył Moje Serce u stóp Krzyża, nadal Mnie rani z powodu wielkiego cierpienia, przeżywanego przez Kościół, Mistyczne Ciało Mojego Syna Jezusa. Wszystkie cierpienia Kościoła odczuwam w Moim Niepokalanym i Bolejącym Sercu. W ten sposób – rodząc w bólu do nowego życia Moje Dziecko, Kościół – wypełniam dziś Moje macierzyńskie zadanie. Kiedy Kościół przeżywa bolesne oczyszczenie, Moja funkcja Matki staje się jeszcze ważniejsza… (209, 15.09.1980) 2. …Jestem waszą Matką Bolesną. Moje Niepokalane Serce przeszywają liczne i bolesne ciernie. … W kielichu Mojego Niepokalanego Serca zbieram również dziś całą boleść Mojego Syna Jezusa – ponownie mistycznie przeżywającego krwawe godziny agonii. Nowym Getsemani dla Jezusa jest dziś widok Jego Kościoła, tak sprofanowanego i opustoszałego. Większa część jego Pasterzy zasypia w obojętności i letniości. Inni zaś powtarzają gest Judasza i zdradzają Jezusa – z powodu pragnienia władzy i pieniędzy. Wielki jest Mój ból na widok Mego Syna Jezusa, wciąż pogardzanego i biczowanego w Jego Słowie – odrzucanym z powodu pychy i rozszarpywanym przez ludzkie i racjonalistyczne interpretacje. Wielki jest Mój ból, kiedy widzę, że Jezus prawdziwie obecny w Eucharystii jest coraz bardziej zapominany, porzucany, obrażany i deptany. Wielki ból sprawia Mi widok Mojego Kościoła podzielonego, zdradzonego, obnażonego i ukrzyżowanego. Wielki jest Mój ból z powodu coraz większej liczby Moich biednych dzieci kroczących drogą zła i grzechu, nałogu i nieczystości, egoizmu i nienawiści; z powodu wszystkich, którym grozi wielkie niebezpieczeństwo wiecznego zatracenia się w piekle… (411, 15.09.1989). 3. …Wielki jest jednak Mój ból, kiedy widzę całą ludzkość znajdującą się ciągle w niewoli materializmu, praktycznego ateizmu, hedonizmu, buntu, nienawiści i nieczystości. Wielki jest Mój ból, ponieważ nie posłuchano ani nie spełniono Mojego matczynego i pełnego niepokoju wezwania do nawrócenia się i do powrotu do Pana… (457, 15.09.1991). 4. …Jestem Matką Bolesną. … Dni, w których żyjecie, są również godziną Mojego wielkiego bólu. – To godzina Mojego wielkiego bólu z powodu Kościoła, Mojego tak umiłowanego Dziecka. Jakże cierpi w tych czasach Kościół, niosąc wielki Krzyż i wspinając się na krwawą Kalwarię swej męki i okrutnej ofiary! Nigdy tak bardzo jak dziś Kościół nie przypominał Mojego Syna Jezusa: jest jak On osamotniony i opuszczony, zapierają się go i zdradzają. Kościół jest podobny do Jezusa ukrzyżowanego, w agonii. – To godzina Mojej wielkiej boleści z powodu Kościoła, ponieważ nadeszła dla niego godzina jego odkupieńczej męki. – To jest godzina Mojego wielkiego bólu z powodu ludzkości, tak bardzo chorej i zniewolonej przez duchy zła. Diabelskie moce opanowują ziemię i wszędzie przynoszą złe owoce swego mrocznego panowania. Z tego powodu ludzkość – blisko dwa tysiące lat po swoim odkupieniu i po pierwszym ogłoszeniu Ewangelii zbawienia – ponownie popadła w pogaństwo! Znowu okrywa ją niewiara i bezbożność. Ranią ją grzechy, poniża zło. Panuje nad nią pycha, zwodzi ją nieczystość. Egoizm i nienawiść wiąże ją łańcuchem. Szatan zniewala ją coraz bardziej i panuje nad nią swą diabelską mocą… (477, 15.09.1992) 5. …Podczas ziemskiej wędrówki Kościoła, Mistycznego Ciała Mojego Syna Jezusa, w ciągu jego historii utkanej z boleści i krwi, wiele razy Moją duszę przenikał miecz. Szczególnie jednak w tych ostatnich czasach duszę waszej Niebieskiej Mamy ogarniają ogromne boleści. Duszę Moją przenika ból całej tej biednej ludzkości, która oddaliła się od swego Pana, aby iść za bożkami przyjemności i dobrobytu, pychy i pieniędzy, nienawiści i nieczystości. Jakże wielkie jest niebezpieczeństwo, że zniszczy się ona własnymi rękoma! Zatem jako zatroskana Mama działam, aby wprowadzić ją na drogę nawrócenia i pokuty, powrotu do Pana i zbawienia. Moje nadzwyczajne interwencje nie są jednak przyjmowane, przeszkadza się im nawet i otwarcie je odrzuca. Moja dusza jest przeszywana na widok Kościoła leżącego pod ciężarem dotkliwej agonii. Coraz bardziej szerzą się w nim błędy doprowadzające do utraty wiary, grzech zwodzi serca wielu Moich dzieci. Wielu nadmiernie szuka przyjemności i wpada w niewolę szatana, któremu udało się zwieść całą ziemię… Moja dusza jest przeszywana z powodu wielu dusz, które giną, które każdego dnia idą do piekła. Pomóżcie Mi je ocalić. Pomóżcie Mi przez modlitwę, cierpienie, przez waszą miłość, przez waszą wierność. Moja dusza jest przeszywana na widok sytuacji, w jaką wpadł ten wielki naród, w którym się znajdujesz. Popadł ponownie w pogaństwo, stał się ofiarą materializmu i nadmiernego szukania przyjemności. Prawo Boże jest coraz bardziej gwałcone i każdego dnia dokonuje się zamachu na dar życia poprzez niezliczone aborcje. W o ł a j do wszystkich silnym głosem o M o i m o g r o m n y m   b ó l u! Ogłaszaj bez lęku, że wielka kara już się rozpoczęła i że dla własnego ocalenia powinniście wejść jak najszybciej do niezawodnego schronienia Mojego Niepokalanego Serca..(527, 15.09.1994)



Moc Krzyża Świętego

Michał Gryczyński

Moc Krzyża Świętego

 
Przewodnik Katolicki

 





To paradoks, że hańbiące narzędzie Męki Chrystusa stało się znakiem zbawienia ludzkości oraz zwycięstwa nad szatanem. Śmierć wywyższyła bowiem Syna Człowieczego i obecnie udziela On nam z krzyża swojej mocy. Dzięki temu krzyż wykonywany na osobie albo rzeczy staje się symbolem siły duchowej, której źródłem jest Odkupienie.


My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan – pisał św. Paweł (1 Kor 1, 23). Hańbę kary przeznaczonej wyłącznie dla niewolników potęgowało wykonanie egzekucji w towarzystwie łotrów na Kalwarii, a więc poza murami miasta. Pierwsi chrześcijanie rzadko posługiwali się znakiem krzyża, bo obawiali się profanacji ze strony pogan, a wspomnienie Golgoty było nazbyt świeże. Po edykcie wolnościowym Konstantyna krzyż stał się jednak symbolem zwycięstwa i zajął ważne miejsce w życiu Kościoła.


Z dziejów krzyża


Ten pradawny symbol słońca, ognia i życia jest znany od najdawniejszych czasów w wielu kulturach, m.in. jako motyw ornamentalny, amulet czy nawet przedmiot kultu. Odnaleziono go już na starożytnych malowidłach naskalnych, a jego pierwowzorem miały być pałeczki drewniane krzyżowane podczas rozniecania ognia. Złote krzyże odkryto w grobowcach Troi, ale zdobiły one również szaty Gallów, asyryjskich władców i arcykapłanów, a także aramejskich i greckich wojowników. Koreańskie bożki dźwigały krzyże na słoniach, a w okolicach Tybetu i Nepalu czczono krzyż utworzony z gałązek sosnowych. Berło greckiego Apollona miało kształt krzyża, w Babilonii był to symbol bożka Anu, a Egipcjanie czcili tzw. krzyż kabłąkowy (anch) jako symbol nieśmiertelności. Krzyż trzymała fenicka Astarte i staroegipska Sochmet oraz Izyda; rzymska Diana miała go na głowie, a Minerwa na szyi. Celtowie, Rzymianie i Fenicjanie, Persowie i Etruskowie, Babilończycy i Egipcjanie znali więc krzyż jeszcze przed nastaniem ery chrześcijańskiej.

Dopiero jednak ukrzyżowanie Chrystusa odsłoniło najgłębszy sens tego niezwykłego znaku. Od tej chwili krzyż jednoznacznie kojarzy się z Osobą Syna Bożego, który dokonał odkupienia świata, człowieka oraz wszystkich rzeczywistości stworzonych.


Pomiędzy triumfem a dramatem


Już w pismach Ojców Kościoła zawarte są świadectwa o powszechnym zwyczaju czynienia znaku krzyża w liturgii i życiu codziennym. Od XI wieku przed Mszą św. krzyż noszono w okazałej procesji, potem mały krzyżyk umieszczono na ołtarzu, a od połowy XIII w. znalazł się pomiędzy dwoma świecznikami. To na planie krzyża wznoszono świątynie, w których nad wejściem do prezbiterium, na tzw. belce tęczowej, mocowano "krzyże triumfalne".

Na najstarszych krzyżach nie było jeszcze wizerunku Chrystusa, potem ukazywano Go jako Króla triumfującego z krzyża, aż wreszcie w epoce gotyku pojawiły się wstrząsające wyobrażenia Ukrzyżowanego, wyrażające całą grozę męczeństwa. A także wzruszające Piety - wizerunki Maryi ze zmarłym Synem na kolanach – oraz pierwsze drogi krzyżowe. W XV wieku znane były także "żywe krzyże", z których wyrastały cztery ramiona: górne otwierało kluczem niebo, dolne uderzało młotem w piekło, prawe koronowało Kościół, a lewe – uderzało mieczem w Synagogę.


Od kołyski aż po grób


Chrześcijaństwo jest religią krzyża, który otacza najgłębszą czcią w kulcie relikwii Krzyża św., geście czynienia znaku krzyża oraz poszanowaniu krucyfiksów. Dniem szczególnej czci krzyża jest każdego roku Wielki Piątek, ale znak krzyża towarzyszy nam na co dzień, od narodzin aż do śmierci. Wielu chrześcijan nosi na piersiach małe krzyżyki, znakiem krzyża błogosławimy kobietę oczekującą potomstwa, a podczas chrztu znaczymy nim narodzone dziecko, zaś u kresu życia kreślimy krzyż na ciele umierającego, a podczas pogrzebu ustawiamy go nad mogiłą. Któż policzyłby wszystkie krzyże i krzyżyki, które towarzyszą życiu człowieka, podczas Mszy św., nabożeństw, przyjmowania sakramentów, błogosławieństw, wspólnych modłów i prywatnie odmawianych pacierzy oraz przed każdą ważną czynnością?

Przed kościołami oraz przydrożnymi krzyżami i figurami żegnamy się, a krzyże zawieszamy w rozmaitych miejscach, bo chcemy uświęcić także przestrzeń, w której żyjemy: świątynie i kaplice, mieszkania i miejsca pracy oraz nauki, szpitale i cmentarze, czy rozstaje polnych dróg.





1        2        następna

 




''Kto źle mówi o bliźnim,ten jest obłudnikiem''

"Kto źle mówi o bliźnim, ten jest obłudnikiem"


        Dodane przez: Sebastian Moryń         |     14.09.2013, 8:47     |    komentarzy: 25










Kain i Abel (Fot. Wikipedia)Kain i Abel (Fot. Wikipedia)


- Kto źle mówi o bliźnim, ten jest obłudnikiem, który nie ma odwagi dostrzeżenia własnych niedoskonałości, a obmowa ma coś ze zbrodni, gdyż powtarza czyn Kaina. Mówił o tym Papież Franciszek.



Papież nawiązał do Jezusowej uwagi o drzazdze w oku brata i belce we własnym oku. Zwrócił przy tym uwagę, że słowa te padają zaraz po zachęcie do pokory.
„Ci, którzy żyją z osądzania bliźnich, z mówienia źle o drugich, są obłudnikami, bo nie mają siły ani odwagi, by dostrzec własne niedoskonałości – mówił Ojciec Święty. – Pan wyraża się tu zwięźle. Dopowie potem, że ten, kto w swoim sercu żywi choć trochę nienawiści wobec brata, ten jest zabójcą... Także Apostoł Jan w swoim Pierwszym Liście powie to jasno: kto nienawidzi swego brata, kroczy w ciemnościach; kto sądzi brata, kroczy w ciemnościach. Chrześcijanin zabójca... To nie ja mówię, tylko Pan. I tu nie ma miejsca na subtelności. Jeśli mówisz źle o bracie, zabijasz go. I my, za każdym razem gdy to czynimy, naśladujemy czyn Kaina, pierwszego zabójcy w dziejach”.
Jak zaznaczył Franciszek, w czasach, gdy tyle mówi się o wojnach i potrzebie pokoju, należy zacząć od własnego nawrócenia w tej dziedzinie. Nie ma bowiem niewinnych ploteczek. Papież przypomniał tu List apostoła Jakuba, który powiada, że język, stworzony dla chwalenia Boga, jeśli jest użyty w złym zamiarze wobec brata czy siostry, zabija Boga, którego obrazem jest ów brat czy siostra. Co jednak czynić, jeśli dana osoba, jak się sądzi, sama zasłużyła sobie na taką opinię?
„A, to idź i módl się za nią; idź, pokutuj w jej intencji! – odpowiedział Franciszek. – A potem, jeśli to konieczne, pomów z kimś, kto może zaradzić tej sprawie. Ale nie opowiadaj tego wszystkim! Paweł był wielkim grzesznikiem i sam o sobie mówi: «Niegdyś byłem bluźniercą, prześladowcą, gwałtownikiem. Ale doświadczyłem miłosierdzia». Być może nikt z nas nie bluźni – być może. Ale jeśli ktoś z nas obmawia, z pewnością jest prześladowcą i gwałtownikiem. Módlmy się za nas samych, za cały Kościół o łaskę nawrócenia ze zbrodniczej obmowy na miłość, na pokorę, cichość, łagodność, na wielkoduszność miłości wobec bliźniego”.
Sm/Radio Watykańskie

sobota, 14 września 2013

Krzyż dziełem miłości

Święto Podwyższenia Krzyża Świętego





Krzyż dziełem miłości

 

Święto Podwyższenia Chrystusowego Krzyża pobudza nas do refleksji nad tajemnicą, jaką kryje w sobie Krzyż Zbawiciela. Znak krzyża czynimy w bardzo wielu okolicznościach naszego życia duchowego. Tym znakiem rozpoczynamy i kończymy modlitwy. Czynimy go także na początku i na końcu Mszy św. Nie zapominajmy o nim rozpoczynając podróż. Zawsze starajmy się wykonywać święty znak krzyża starannie i z szacunkiem, ponieważ jest to znak naszego zbawienia. Przypomina nam, że zostaliśmy odkupieni przez śmierć Jezusa, która dokonała się na Krzyżu. Na drzewie krzyża dopełniło się największe dzieło miłości, zbawienie każdego, bez wyjątku człowieka. Widok Krzyża jest nam bliski. Zostaliśmy wychowani w szacunku wobec krzyża. Widzimy go najpierw w naszych domach, kościołach i w wielu, wielu innych miejscach. Nosimy go również na piersiach.



Święto Podwyższenia Chrystusowego Krzyża pobudza nas do refleksji nad tajemnicą, jaką kryje w sobie Krzyż Zbawiciela. Znak krzyża czynimy w bardzo wielu okolicznościach naszego życia duchowego. Tym znakiem rozpoczynamy i kończymy modlitwy. Czynimy go także na początku i na końcu Mszy św.. Nie zapominajmy o nim rozpoczynając podróż. Zawsze starajmy się wykonywać święty znak krzyża starannie i z szacunkiem, ponieważ jest to znak naszego zbawienia. Przypomina nam, że zostaliśmy odkupieni przez śmierć Jezusa, która dokonała się na Krzyżu. Na drzewie krzyża dopełniło się największe dzieło miłości, zbawienie każdego, bez wyjątku człowieka. Widok Krzyża jest nam bliski. Zostaliśmy wychowani w szacunku wobec krzyża. Widzimy go najpierw w naszych domach, kościołach i w wielu, wielu innych miejscach. Nosimy go również na piersiach.

Skierujmy teraz nasze myśli ku dawnym czasom. Przeszło dwa tysiące lat temu Krzyż kojarzył się ludziom z ogromnym cierpieniem, był symbolem największej hańby i poniżenia człowieka. Chrystus Pan, choć nie popełnił żadnego grzechu, dobrowolnie zgodził się umrzeć na krzyżu, aby w ten sposób w imieniu wszystkich ludzi przeprosić Boga Ojca za grzechy całego świata. Bóg przyjął zadośćuczynienie swojego Syna i przebaczył nam. Jezus przez swoje zmartwychwstanie pokazał, że jest prawdziwym Bogiem i jest silniejszy niż grzech, silniejszy niż śmierć i cierpienie. Dlatego znak krzyża otaczamy tak wielkim szacunkiem i miłością. Przed krzyżem klękamy, krzyż całujemy, bo na nim dokonało się zbawienie całej ludzkości.

W święto Podwyższenia Krzyża Świętego, chcemy uczcić Krzyż i podziękować Panu Bogu za wielką miłość Pana Jezusa do nas i za Jego śmierć i zmartwychwstanie. Sławimy dzisiaj Krzyż słowami hymnu:

O Krzyżu bądź pozdrowiony,

Jedyna nasza nadziejo!

Zachowaj wiernych od złego

I zniwecz zbrodnie ludzkości.

Święto Podwyższenia Krzyża Świętego przypomina wydarzenia, jakie dokonały się w Jerozolimie. Otóż po śmierci Chrystusa Pana pierwsi Jego wyznawcy przez trzysta lat byli prześladowani. Za przyznanie się do Chrystusa groziło więzienie lub śmierć. Historia Kościoła zna wielu męczenników z tego okresu. Krew męczenników stawała się posiewem nowych wyznawców, rodziła nowych wyznawców Chrystusa.

Gdy władzę w Cesarstwie Rzymskim objął Konstantyn Wielki, przywrócił wyznawcom Chrystusa wolność wyznania. A jego matka, św. Helena, zapragnęła odnaleźć drzewo krzyża, na którym umarł Zbawiciel. W tym celu przybyła do Jerozolimy. Zarządziła poszukiwania Chrystusowego krzyża na wzgórzu Golgoty. Po wielu próbach udało się odnaleźć miejsce, gdzie został zakopany krzyż Chrystusa. Ale razem z nim znaleziono również dwa inne krzyże, jak pamiętamy z Ewangelii były to krzyże dwóch łotrów. Jak sprawdzić, na którym krzyżu umarł Pan Jezus? Dawna tradycja głosi, że przyniesiono ciężko chorego człowieka. Po kolei dotykał on każdego z trzech krzyży. Po dotknięciu trzeciego wyzdrowiał. Wszyscy wiedzieli, że to jest na pewno krzyż Chrystusa. Zaraz po tym wydarzeniu przystąpiono do wznoszenia bazyliki na wzgórzu Golgoty. W nowo wybudowanej bazylice umieszczono część odnalezionego krzyża. Dla uczczenia tej cennej relikwii przybywali do Jerozolimy liczni wyznawcy Chrystusa. Ale po trzech wiekach Persowie najechali Palestynę. Spustoszyli kraj, burząc świątynie i klasztory. Wśród grabieży nie oszczędzono także relikwii Krzyża Świętego, wywożąc go do Persji. Po kilkunastu latach odzyskano cenną pamiątkę Męki Zbawiciela. Cesarz bizantyjski Heralkiusz w uroczystej procesji wniósł Drzewo krzyża do Jerozolimy. Wspomnienie tego wydarzenia czcimy dziś pod nazwą Podwyższenia Krzyża. Przyszliśmy więc do kościoła, by uczcić Chrystusowy Krzyż, na którym dokonało się zbawienie świata. To czcigodne narzędzie Męki Pańskiej jest czczone tam, gdzie znajduje się człowiek wyznający Chrystusa.

Każdy z nas w swoim sercu może dokonać takiego podwyższenia Krzyża przez miłość do Pana Jezusa. Patrząc na Krzyż pamiętajmy, że to znak naszego zbawienia. Niech on nam przypomina o wielkiej miłości Chrystusa do nas. Dlatego krzyż wieszamy w naszych mieszkaniach, aby przypominał rodzicom i dzieciom, że z niego płynie moc na przetrwanie ciężkich i trudnych dni. A gdy nas dotyka cierpienie, byśmy zawsze dostrzegali Chrystusa, ponieważ inaczej nie udźwigniemy naszego krzyża. Każdy krzyż niesiony z Chrystusem nie załamie nas, a stanie się duchową siłą i mocą. Każdy ma swój krzyż. Krzyż każdego człowieka jest inny. Jezus, dźwigając krzyż na Golgotę, upadł pod jego ciężarem, potrzebował więc Cyrenejczyka. Każdy z nas jest zaproszony, aby był Szymonem Cyrenejczykiem z drogi krzyżowej. Po spotkaniu z krzyżem człowiek staje się inny.

Oto młoda nauczycielka. Wyszła za mąż. Pobrali się z prawdziwej miłości. Pierwsze lata małżeństwa były szczęśliwe. Mieli dwójkę dzieci. Pewnego dnia mąż oświadczył, że opuszcza ją i dzieci i idzie do innej. Był to dla niej i dla dzieci straszliwy ból. Zaczęły się trudne tygodnie i miesiące. Pojawił się wewnętrzny bunt przeciwko ludziom i Bogu. Rodziło się rozpaczliwe pytanie: Dlaczego dotknęło nas tak wielkie doświadczenie? Kto tu zawinił? Rozluźniły się więzi z Bogiem. Przestała chodzić do kościoła, podobnie do spowiedzi. Tragedię córki przeżywała jej matka. Ale cóż w takiej sytuacji mogła zrobić? Jedynie mogła się modlić. Modliła się bardzo gorąco, jak tylko to matka czynić potrafi. Mijały bolesne lata oddalenia się córki od Boga. Kiedyś znalazła się w sanktuarium Krzyża Świętego w Krakowie-Mogile. Razem z innymi pielgrzymami patrzyła na łagodne oblicze Zbawiciela. Zauważyła, że kilka osób na kolanach obchodzi ołtarz Cudownego Krzyża. Poczuła jakąś wewnętrzną potrzebę włączyć się w tę procesję na kolanach. Szła bardzo powoli w wielkim skupieniu. I na tej posadzce wytartej kolanami ludzkimi odnalazła Boga. Ta droga na kolanach zaprowadziła ją do konfesjonału. Wróciła do domu, do rodzinnych i zawodowych obowiązków. Choć życie było nadal ciężkie, dalej samotna, ale ona była już innym człowiekiem. Kto zbliży się do Krzyża, ten się zmienia, staje się Chrystusowy. Sprawdzają się słowa pieśni: „W Krzyżu cierpienie, w Krzyżu zbawienie, w Krzyżu miłości nauka. Kto Krzyż odgadnie, ten nie upadnie, w boleści sercu zadanej”.

Krzyż swoją pionową belką wskazuje niebo. Jego belka pozioma, niczym szeroko rozwarte ramiona kochającego człowieka, obejmujące wciąż na nowo wszystkich i każdego. W nim mieści się tajemnica przezwyciężania zła miłością. Jest prawdziwym znakiem obecności Boga wśród ludzi.
autor: o. Korneliusz Jackiewicz O. Cist.


Wiara i modlitwa przenoszą góry

Wiara i modlitwa przenoszą góry


Data publikacji: 2013-09-13 22:00

Data aktualizacji: 2013-09-14 00:07:00

Wiara i modlitwa przenoszą góry




Do Mogilskiego Krzyża pątników przyciągają pokłady modlitwy naniesionej tutaj przez pokolenia ludzi wiary. Każdy pątnik pozostawia dla następnego niewidoczną i nierejestrowaną po ludzku cząstkę swojej świętości – mówi w rozmowie z PCh24.pl o. Wincenty Zakrzewski OCist, kustosz Sanktuarium w Mogile.

 

Na połowę września przypada odpust Podwyższenia Krzyża Świętego. To czas, kiedy Sanktuarium w Mogile wypełnione jest modlącymi się ludźmi. Tak jest już od wieków...

 

Wspólnota wiary i modlitwy przyciąga rzesze pątników do Sanktuarium Krzyża Świętego w Krakowie-Mogile. Rozmodleni ludzie przybywają głównie z Archidiecezji Krakowskiej. Zaskakujące jest jednak, że przybywają tutaj właściwie pielgrzymi z całej Polski i z zagranicy. Do Mogilskiego Krzyża przyciągają ich pokłady modlitwy naniesionej tutaj przez pokolenia ludzi wiary. Każdy pątnik pozostawia dla następnego niewidoczną i nierejestrowaną po ludzku cząstkę swojej świętości. Bierze się to stąd, że wielu z nas prosi o coś, w jakiejś intencji się modli, ale nie wszyscy zostają wysłuchani. Tak rozumiana ludzka modlitwa wisi niejako w poczekalni u Pana Boga. Pan Bóg wysłuchuje każdą modlitwę, ale cuda nie są dla wszystkich. Do otrzymania Bożego daru trzeba dojrzeć.

 

Dużą część pielgrzymów w czasie odpustu stanowią chorzy. Ojcowie cystersi zaplanowali nawet dla nich specjalny dzień, kiedy mogą przybyć i „przytulić się” do Krzyża...

 

Część chorych nie może jednak tutaj przyjść. Pan Jezus Mogilski roztacza swoje spojrzenie na zdrowych, którzy wznoszą za Jego pośrednictwem modlitwy wstawiennicze. Od ponad pięćdziesięciu lat działa tuż obok Szpital Żeromskiego. Dwóch cystersów pełni w nim funkcję kapelanów. Chcę zaznaczyć, że spora ilość osób, która pozostawia swoich bliskich w tym szpitalu, trafia tutaj na modlitwę. Te osoby, nieraz całe rodziny, przychodzą bez przerwy. To są fale ludzi modlących się przez cały rok i praktycznie przez cały dzień. W ten sposób trwa swoista adoracja Krzyża. Podczas odpustu mogilskiego chorzy mają specjalny czas swojej modlitwy. Jest to Msza św. o godz. 11.30 w piątek podczas oktawy odpustu (w tym roku 20 września). Organizujemy wspólnie z CARITAS pielgrzymkę chorych i niepełnosprawnych. Przyjeżdżają oni ze swymi duszpasterzami i opiekunami. Zwykle ich modlitwom przewodniczy J.E. Ks. Kardynał Franciszek Macharski.

 

Kościół przeżywa dziś bardzo trudny czas... Boli nas, że nasze chrześcijańskie symbole często usuwane są z życia publicznego...

 

W mojej ocenie, to nie Kościół przeżywa dziś trudny czas, tylko my chrześcijanie nie nadążamy za rzeczywistością rozmytą przez postmodernizm. Krzyż jest tam, gdzie jest chrześcijanin. A jeśli ktoś ochrzczony nie nosi Krzyża? Problem znajduje się w odrzuceniu przez większość ochrzczonych pragnienia zdobycia świętości. W oczy kłują tylko podróbki i tandeta. Ochrzczeni, którzy są gorszycielami, powodują zdejmowanie krzyży – tak subiektywnie oceniam.

 

W „Litanii do Cudownego Jezusa w Mogile” modlimy się m.in. tak: „Jezu, przez krzyż łaski zlewający na ziemię... Jezu, który w tym wizerunku cudownym nieustannie dajesz dowody swego miłosierdzia”...

 

Tych cudów nasze sanktuarium widziało bowiem wiele. Ale do modlitwy o cud trzeba odwagi wiary. Można dziś zapytać: „Czy mnie stać na taką odwagę?”. Wierni przychodzący podczas odpustu do Sanktuarium Krzyża Świętego w Nowej Hucie uczą się odwagi wiary. W ubiegłym roku tuż przed odpustem obok ołtarza, w Kaplicy Krzyża Świętego, stanęła symboliczna kula. Przestała być potrzebna osobie, która nie mogła normalnie chodzić. Została podarowana na znak całkowitego uzdrowienia – niewytłumaczalnego z punktu widzenia medycznego. W tym roku pojawił się obok Krzyża specjalny but ortopedyczny dla dziecka… Kolejny znak, opieki Bożej nad nami.

 

W „Litanii do Cudownego Jezusa Mogilskiego” wspomniani są święci związani z Krakowem. Mowa jest w niej także o Piotrze Skardze, którego proces beatyfikacyjny właśnie się rozpoczął. Dlaczego?

 

Ta litania jest odzwierciedleniem pielgrzymki wiary poprzednich pokoleń. Ona pokazuje, że święci nie są ludźmi znikąd, a tym bardziej pokazuje, że Pan Bóg nie zrzuca ich z Nieba. Wystarczy przypomnieć Adama Chmielowskiego, którego mama położyła na ołtarzu. Później już po uzdrowieniu przez bodajże rok ubierała go w specjalnie uszyty miniaturowy habit cystersa. To jest odwaga wiary! Wspomniany ks. Piotr przyszedł tutaj odprawić Mszę św. Wybrał na swoje miejsce spotkania z Bogiem odległą Mogiłę. Ołtarz Krzyża Świętego, bardziej niż dzisiaj, przypominał swym wyglądem Golgotę. Sądzę, że przeżywał jakiś wewnętrzny dramat, porównywalny z agonią na Krzyżu. Tu doświadczył prawdopodobnie jakichś mistycznych uniesień – zjednoczenia z Chrystusem cierpiącym, ale zbawiającym. Ta litania przeznaczona do prywatnego odmawiania, mówi o Janie Pawle II, jako pielgrzymie, który w 1979 roku stanął u stóp tego Krzyża. Otwierały się przed nim drzwi całego PRL-u, a on wybrał to miejsce na spotkanie z Chrystusem Ukrzyżowanym.

 

Czego uczy nas dziś Pan Jezus z Mogiły? Ojciec jest tu na co dzień – jak odczytuje to wszystko co się tu dzieje?

 

Bóg – nasz Ojciec – pokazuje nam, że nie mamy się modlić we własnych intencjach. On pragnie nam wskazać naśladowanie Chrystusa, jako model pośrednictwa i zaufania Bogu. Na tej zasadzie uczymy się ciągle spojrzenia na Kościół, jako na lud wspólnie wędrujący do Nieba. W modlitwie Ojcze nasz modlimy się: Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj… Modlimy się za siebie, ale przy okazji polecamy sprawy bliźnich. Tak chyba trzeba spojrzeć na modlitwę o zdrowie. A więc módlmy się nie tylko za siebie, ale też za innych, których szanse po ludzku zmalały do zera. Budynek kościoła nie jest sklepem. Sanktuaria nie są siecią handlową hipermarketów, do których można wejść i uzyskać to, na czym nam zależy. W tych miejscach uczymy się przeżywania naszej ludzkiej niewystarczalności. To tutaj, w rozmodlonym tłumie można nauczyć się pokory wobec Boga Ojca. Wielu wzrusza podłoga wyżłobiona kolanami i butami wiernych wokół ołtarza Krzyża… Mnie bardziej wzrusza sytuacja, gdy samotni wózkowicze próbują wjechać lub wyjechać z bazyliki w Mogile. Mimo tego, że kilka lat temu zbudowaliśmy zjazd dla wózków inwalidzkich, pozostaje on jednak barierą dla osób niepełnosprawnych, którą pokonują – każdy na swój sposób. Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy (Hbr 11,1). Wiara i modlitwa przenosi góry, także w Mogile. Chociaż muszę się przyznać, że nie wszystkie cuda – znaki Bożej łaski – są zgłaszane do nas, a co za tym idzie nie są nigdzie zapisywane. Stąd mój apel do wszystkich uzdrowionych przez wstawiennictwo Pana Jezusa Mogilskiego, aby w formie pisemnej, dostarczać do nas opisy cudów i doznanych łask. Pozostawienie takiego śladu odkrycia mocy Bożej na ziemi jest wyrazem naszej wiary.

 

Jak przedstawia się program tegorocznego odpustu w Sanktuarium w Mogile?

 

Główna uroczystość odpustowa przypada w niedzielę 15 września. Mszy św. o godz. 11.00, celebrowanej przy ołtarzu polowym na Placu Jana Pawła II, będzie przewodniczył i Słowo Boże wygłosi J. E. Ks. Stanisław Kard. Dziwisz. W dniach od 14 do 21 września o godz. 11.30 oraz 18.00 odprawiane będą uroczyste Msze św. Przed południem przewodniczą im wspólnoty zakonne z Krakowa: dominikanie, franciszkanie konwentualni, franciszkanie reformaci, księża misjonarze św. Wincentego á Paulo oraz paulini. Wieczorem o godz. 18.00, pod przewodnictwem swoich Duszpasterzy, będą gromadzić się pielgrzymi z parafii nowohuckich i nie tylko. W imieniu Cystersów Mogilskich zapraszam serdecznie do sanktuarium Krzyża Świętego życząc wszystkim odwagi wiary w modlitwie i pielgrzymowaniu.

 

 

Dziękuję za rozmowę

pam

piątek, 13 września 2013

Pół roku z Papieżem Franciszkiem

zdjecie

Marek Borawski/Nasz Dziennik

Pół roku z Papieżem Franciszkiem



    
Share on email         Share on facebook         Share on twitter         More Sharing Services <!-- -->





            Piątek, 13 września 2013 (10:56)




Pół roku temu, dokładnie 13 marca br., w drugim dniu konklawe, na następcę Benedykta XVI został wybrany ks. kard. Jorge Mario Bergoglio, który przyjął imię Franciszek.

Wybór 76-letniego kardynała pochodzącego z Argentyny wywołał zaskoczenie, a zarazem ogromną radość wśród wiernych Kościoła katolickiego.

Szczególną euforię w związku z wyborem Papieża odczuwali mieszkańcy Ameryki Południowej, w tym przede wszystkim jego rodacy z Argentyny. Przez ostatnie 16 lat obecny Papież był metropolitą swojego rodzinnego miasta – Buenos Aires. Ojciec Święty Franciszek jest pierwszym jezuitą na Tronie Piotrowym, a zarazem pierwszym Papieżem zakonnikiem od ponad 150 lat.

– Zaczynamy tę drogę biskup – lud. To jest Kościół Rzymu, który przewodzi w miłości wszystkim Kościołom. Jest to droga braterstwa miłości i wzajemnego zaufania między nami. Módlmy się jeden za drugiego. Módlmy się za cały świat, aby było w nim wielkie braterstwo. Życzę wam, aby ta droga Kościoła, którą dzisiaj rozpoczynamy, była owocna dla ewangelizacji, dla tego pięknego miasta – powiedział Franciszek tuż po wyborze, kierując kilka słów do rzeszy wiernych zgromadzonych na placu św. Piotra w Rzymie i milionów tych, którzy wydarzenia ze Stolicy Apostolskiej śledzili za pomocą mediów.

Jednocześnie zapewnił o modlitwie za swojego poprzednika Benedykta XVI i prosił, by także jego samego polecać Panu Bogu.

– Chciałbym udzielić błogosławieństwa, ale proszę was, módlcie się, aby Pan Bóg mnie błogosławił, aby Pan Bóg udzielił błogosławieństwa Biskupowi Rzymu. Uczyńmy najpierw chwilę ciszy na ten czas modlitwy za mnie – dodał Papież.

Wybór imienia przez Papieża jest bardzo znaczący. Ojciec Święty, przybierając imię Franciszek, od razu wskazał, że w czasie swojego pontyfikatu chce być blisko ubogich, chorych i samotnych. Postawa Papieża przywołuje na myśl właśnie franciszkańską pokorę. Przez cały czas trwania swojego pontyfikatu Ojciec Święty wskazuje, byśmy nie zapominali o tych najbardziej potrzebujących, nie ulegali pokusie bogactwa i kariery, lecz odnajdywali drogę do Chrystusa, do której prowadzi nas Maryja.

Po sześciu miesiącach od wyboru Papieża Franciszka na Stolicę Apostolską specjalnego wywiadu dla Radia Watykańskiego udzielił ks. Federico Lombardi, rzecznik Stolicy Apostolskiej. Jak zaznaczył, zainteresowanie Ojcem Świętym Franciszkiem na świecie nie jest tylko powierzchowne.

Jednocześnie ks. Lombardi zwrócił uwagę, iż przyczyną tego jest styl, bezpośredni język, a także będący nowością tryb życia Papieża. Dodał, że także nacisk, jaki Franciszek kładzie na wrażliwość, przyczynia się do większego zainteresowania jego osobą. Wśród najważniejszych cech trwającego od pół roku pontyfikatu rzecznik Stolicy Apostolskiej wskazał koniec dominacji europejskiego spojrzenia na Kościół, które nazwał wręcz „eurocentryzmem”.


Izabela Kozłowska


Aktualizacja 13 września 2013 (11:26)


NaszDziennik.pl

ADORACJA NAJŚWIĘTSZYCH RAN JEZUSA CHRYSTUSA – MODLITWA ZA KOŚCIÓŁ ŚWIĘTY

  Jezu mój ukrzyżowany, błagam Cię, byś mnie wysłuchał. Przychodzę do Ciebie z wielką wiarą, ufny w Twoją pomoc. Przed oczy Twoje składam ws...