O. Jan Strumiłowski w programie JA, KATOLIK: Kościół ma przemieniać świat, a nie podążać za nim
To wyłącznie iluzja i utopia, że my sami zbudujemy nowy,
lepszy świat. Pokazuje nam to nasza niedawna historia: wszelkie próby
gdy człowiek próbował sam naprawić świat bez Boga, kończyły się
katastrofami – przypomniał o. Jan Strumiłowski w programie Krystiana
Kratiuka „Ja, Katolik”.
Jak zwrócił uwagę rozmówca red. Krystiana Kratiuka, ewangeliczna
sól, duchowy smak, który posiada Kościół, bierze się czegoś, co posiada
on na wyłączność. – To możliwe żeby chrześcijanie tracili smak. W
przeciwnym razie w Piśmie Świętym nie znalazłaby się przestroga Pana
Jezusa: „Cóż zrobić z solą, która traci smak? Na nic się nie przyda, już
tylko na wyrzucenie i podeptanie”. Gdy zastanowimy się, czym jest ta
sól, ta „słoność”, którą niesie Ewangelia, Objawienie, Kościół, to musi
być coś, czego świat nie ma, jakiś wyjątkowy, pierwiastek. Coś, co
nadaje smak naszemu życiu – zauważył duchowny.
Żyjemy jednak w czasach, gdy coraz częściej wydaje się, że
Kościół w warstwie ludzkiej, hierarchicznej, pasterskiej, również
świeckiej, gubi tę wyjątkowość – w pewnym sensie na własne życzenie.
– Są takie, coraz silniejsze prądy, dążenia żeby upodobnić
Kościół do świata; znaleźć porozumienie, budować mosty, które sprawią,
że nie będzie niczego obcego między światem a Kościołem – podkreślił o. Strumiłowski. –
W Piśmie Świętym ta obcość, dychotomia jest czymś zasadniczym. U
Apostoła Jana to rzecz nieprzezwyciężalna, nawet mówi się o pewnej
wrogości świata i Kościoła. A dzisiaj żyjemy w paradygmacie budowania
mostów. Tymczasem jeśli mamy do czynienia z jakimś pierwiastkiem,
którego świat nie zna, który jest czasami wobec świata opresyjny, to
żeby zbudować taki most trzeba by zrezygnować z czegoś, co jest nasze,
własne – wskazał.
Przykładowo, nasza wiara niesie między innymi prawdę o Krzyżu,
piętnuje grzech. „Ewangelia jest solą, a wy zrobiliście z niej cukier” –
przypomniał gość PCh24TV cytowane w książce kardynała Saraha słowa
jednego z poetów.
– Mamy do czynienia z dążeniem do przeformułowania
tradycyjnych chrześcijańskich pojęć, które sprawiają, że posługujemy się
tymi samymi obrazami ewangelicznymi, na pozór głosimy tę samą
Ewangelię, mówimy o tych samych wartościach, ale nadajemy im inne
znaczenie. Takie, które dla świata już jest łatwiejsze do przyjęcia,
mniej opresyjne, ale też mniej „smaczne” jeśli chodzi o ten zmysł
duchowy – powiedział zakonnik.
Nasze życie nie może być bezustannym poszukiwaniem samej tylko
radości, bo wprawdzie Pan Bóg jest miłością, ale my, dotknięci grzechem
pierworodnym, nie jesteśmy. On wyszedł do nas z Objawieniem, z
wcieleniem swego Syna z tego względu, że stworzony świat chociaż z
natury jest dobry a człowiek chce kochać i być kochanym, to jednak
grzech oddziela nas od Bożej rzeczywistości. – Nasza wiara ma
prowadzić do zjednoczenia z Bogiem, natomiast nasza natura jest
zdeformowana i powinniśmy zdać sobie z tego sprawę. Przez 2 tysiące lat
człowiek nie musiał nawet odwoływać się do wiary, nawet do jakiejś
głębszej filozofii. Kiedy jednak obserwował świat i swoje życie, to
widział, że „coś tutaj jest nie tak”. Zauważył to święty Paweł pisząc:
„nie czynię dobra, którego chce, ale zło, którego nie chcę”. Naprawdę
chcemy być dobrzy i szlachetni, ale „wychodzi jak zawsze” – powiedział rozmówca red. Kratiuka.
Także gdy spojrzymy na współczesny świat, wydaje się nam nieraz,
że dotarliśmy na szczyty humanizmu, rozwoju, dobra. Z drugiej strony
widzimy jednak głód, wojny, niesprawiedliwość, walkę z prawdą. To
właśnie doświadczenie było zawsze punktem wyjścia do głoszenia
Ewangelii. – Świat jest zachwiany w swojej naturalności. Pragnie
dobra, ale nie potrafi go urzeczywistnić. Nie będzie potrafił tego
zrobić tylko i wyłącznie własnymi siłami. To jest wyłącznie iluzja i
utopia, że my sami zbudujemy nowy, lepszy świat. Pokazuje nam to nasza
niedawna historia: wszelkie próby gdy człowiek próbował sam naprawić
świat bez Boga, kończyły się katastrofami – stwierdził o. Jan Strumiłowski.
Człowiek nie potrafi sam siebie uzdrowić ani zaradzić wielu swym
istotnym potrzebom. Nie jest w stanie samodzielnie pokonać śmierci i żyć
wiecznie, chociaż bardzo o to zabiegamy. Śmierć spychamy ze
świadomości, próbujemy ją odsunąć, ale w końcu ona i tak przychodzi.
Tutaj z pomocą spieszy nam przesłanie chrześcijańskie, które głosi, że
to, czego człowiek nie jest w stanie dokonać, może uczynić Pan Bóg. Jest
On w stanie poprawić, uzdrowić ludzką naturę. Jest okaleczony człowiek i
jest Bóg, który go uzdrawia. Kościół ma w sobie te narzędzia, tę
prawdę. Jest pośrednikiem łaski, która naprawia świat i człowieka. To
rzeczywiście działa, co pokazuje nam historia. – Dzisiaj doszło do
jakiegoś fatalnego przewartościowania. Jeżeli spojrzymy na to, jak
postrzegamy Kościół i samych siebie, wydaje się, że człowiek coraz
częściej mówi: „nie, ja jestem w porządku. Nie mam żadnych braków.
Niczego mi nie brakuje, świat i ludzkość jest dobra, wspaniała,
człowiek jest dobry, natomiast coś nie tak jest z Kościołem.
Niepotrzebnie się czepia, niepotrzebnie stawia warunki, mówi o
przykazaniach, piętnuje pewne zachowania”. Wydawałoby się, więc, że to
nie świat potrzebuje ozdrowienia, ale Kościół. To jednak Kościół
powołany jest do przekształcania świata, upodabniania go do Bożej
rzeczywistości, a nie odwrotnie.
Źródło: PCh24TV
Zachwiana hierarchia. Jak URATOWAĆ KOŚCIÓŁ z kryzysu? || Ja, katolik