piątek, 26 sierpnia 2022

Dziś podziękujmy Najświętszej Maryi Pannie Częstochowskiej za to, że ratuje naszą Ojczyznę od zła!

 Dziś podziękujmy Najświętszej Maryi Pannie Częstochowskiej za to, że ratuje naszą Ojczyznę od zła!

Wśród bardzo licznych w Polsce sanktuariów Jasna Góra ma swoje pierwsze i uprzywilejowane miejsce. Rocznie nawiedza ją od miliona do dwóch milionów pielgrzymów. Przybywają, by modlić się przed cudownym obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, słynącym wieloma łaskami i na trwałe wpisanym w dzieje Polski.

Pierwszym i najdawniejszym dokumentem, informującym o cudownym obrazie, jest łaciński rękopis, który znajduje się w archiwum klasztoru: Translatio tabulae Beatae Mariae Virginis quam Sanctus Lucas depinxit propriis manibus(Przeniesienie obrazu Błogosławionej Maryi Dziewicy, który własnymi rękami wymalował św. Łukasz). W rękopisie tym czytamy:

Autorem obrazu jest św. Łukasz Ewangelista. Na prośbę wiernych wymalował wizerunek Maryi z Dzieciątkiem na blacie stołu, przy którym siadywała. Cesarz Konstantyn kazał przenieść obraz z Jerozolimy do Konstantynopola i umieścić w świątyni. Tam obraz zasłynął cudami. Urzeczony cudownym obrazem książę ruski Lew, pozostający w służbie cesarza, uprosił Konstantyna o darowanie mu obrazu, który też przeniósł do swojego księstwa i kazał go bogato ozdobić. Obraz znowu zasłynął cudami. W czasie wojny prowadzonej na Rusi przez Ludwika Węgierskiego obraz ukryto w zamku bełskim. Po poddaniu się zamku Ludwikowi, namiestnik króla, książę Władysław Opolczyk zajął obraz. W czasie oblegania zamku przez Litwinów i Tatarów strzała wpadła do zamku i ugodziła w prawą stronę wizerunku. Wtedy nieprzyjaciół otoczyła mgła, która przeraziła wrogów. Książę wypadł na nich z wojskiem i ich rozgromił. Kiedy chciał wywieźć obraz do swojego księstwa, mimo dużej liczby koni obraz nie ruszał z miejsca. Wtedy książę uczynił ślub, że wystawi kościół i klasztor tam, gdzie umieści obraz. Wtedy konie lekko ruszyły i zawiozły obraz na Jasną Górę. Tam umieścił go w kaplicy kościoła, gdzie obraz ponownie zajaśniał cudami.

Cytowany dokument pochodzi z I poł. XV w. Być może został przepisany z dokumentu wcześniejszego. Tradycja głosi, że obraz został namalowany przez św. Łukasza Ewangelistę na desce stołu z domu Świętej Rodziny w Nazarecie. Wizerunek z Jerozolimy do Konstantynopola miał przewieźć cesarz Konstantyn. Służący w wojsku cesarskim książę ruski Lew zapragnął przenieść obraz na Ruś. Cesarz podarował mu wizerunek i od tego czasu obraz otaczany był na Rusi wielką czcią. Obraz rzeczywiście mógł dostać się na Ruś z Konstantynopola, gdyż w XI-XIV w. pomiędzy Cesarstwem Bizantyjskim a Rusią trwał żywy kontakt. Nie jest również wykluczone, że obraz został zraniony strzałą w czasie bitwy. W czasie walk prowadzonych przez Kazimierza Wielkiego i Ludwika Węgierskiego na Rusi obraz ukryto w zamku w Bełzie. W roku 1382 znalazł go tam książę Władysław Opolczyk. Doznając wielu łask przez wstawiennictwo Matki Bożej, książę zabrał obraz i przywiózł do Częstochowy.

Pierwotny obraz jasnogórski mógł pochodzić z VII w. Byłby to więc jeden z najstarszych na świecie wizerunków Matki Bożej. Analiza obrazu wykazuje duże podobieństwo do obrazów, jakie mnisi bazyliańscy malowali na Krecie. W tym wypadku obraz mógłby pochodzić z X w. Stąd mógł znaleźć się w Konstantynopolu.

Po II wojnie światowej znaleziono na Jasnej Górze inny dokument, pochodzący z 1474 r. Zawiera on szerszy opis dziejów cudownego obrazu, ale pełno w nim legend. Mamy jednak także dokument najwyższej wagi: dwa dzieła, które wyszły spod pióra Jana Długosza (1415-1480). Żył on w czasach, które blisko dotyczą cudownego obrazu - sam mógł więc być świadkiem niektórych wydarzeń. Długosz kilka razy pisze o cudownym obrazie częstochowskim.

Książę Władysław Opolczyk sprowadził do Częstochowy z Węgier paulinów. Oddał im drewniany kościół parafialny w Starej Częstochowie. Długosz przekazał nam dokładnie akt zrzeczenia się tegoż kościoła przez ówczesnego proboszcza, Henryka Bielę, na ręce ojca Jerzego, przeora klasztoru paulinów w Budzie na Węgrzech. Długosz podaje, że akt przekazania odbył się dnia 23 czerwca 1382 r. 10 sierpnia tego roku książę Opolczyk specjalnym dokumentem przekazał uposażenie, jakie nadał klasztorowi w Starej Częstochowie.

Darowizny te musiały być niewystarczające, skoro 24 lutego 1393 r. książę Opolczyk ponowił akt darowizn przez swoich pełnomocników. Byli nimi: krakowianin Spytko z Melsztyna i Jan Tarnowski z Sandomierza. Długosz wymienia szczegółowo, jakie to były darowizny i świadczenia. Dowiadujemy się także, jaki był wówczas stan klasztoru i kościoła.

Bardzo szybko do obrazu zaczęli przybywać pierwsi pielgrzymi, którzy dzięki modlitwie do Maryi doznawali wielu łask. Z czasem zaczęli tu przynosić swoje wota. Przyciągnęły one złodziei. Na Wielkanoc 1430 r. dwaj panowie polscy i książę ruski dokonali napaści na Jasną Górę. Dla zatarcia śladów posłużyli się bandami husyckimi, grasującymi na Śląsku. W tym czasie klasztor słynął już z powodu cudownych łask otrzymywanych dzięki modlitwie do Maryi przedstawionej w wizerunku jasnogórskim. Napastnicy sądzili, że w klasztorze są zatem jakieś wielkie bogactwa i skarby, bo ściągały do niego rzesze pielgrzymów na święta maryjne. Kiedy okazało się, że wyposażenie klasztoru jest dość skromne - ukradli naczynia i sprzęty liturgiczne, kielichy, krzyże i ozdoby. Odarli także cudowny obraz ze złota i klejnotów, którymi przyozdobili go pobożni pielgrzymi. Wreszcie przecięli twarz Maryi cięciem szabli.

Na prośbę paulinów król Władysław Jagiełło pozwolił zabrać zniszczony i zbeszczeszczony przez rabusiów obraz do Krakowa i powierzył jego odnowienie - na własny koszt - nadwornym malarzom. Przypuszcza się, że pochodzili oni z Rusi i specjalizowali się w sztuce bizantyjskiej. Usiłowali oni naprawić obraz i przywrócić go do stanu pierwotnego. Kładli jednak farby nową techniką (tempera), czego stare malowidło nie przyjmowało. Nie znali bowiem dawnej techniki enkaustycznej, stosowanej w obrazach starochrześcijańskich i bizantyjskich, którą wykonano pierwotny wizerunek. W tej sytuacji albo zrobiono najpierw wierną kopię obrazu poprzedniego, albo powielono jedną z już istniejących kopii. Prace trwały długo, być może nawet dwa lata. To świadczy, z jak wielkim pietyzmem go malowano. Dla zaakcentowania wierności dla pierwowzoru artyści pozostawili nawet ślady ran, zadanych Matce Bożej na obrazie pierwotnym. Zachowali również te same deski, na których namalowano pierwowzór, chociaż kosztowało ich to wiele dodatkowego trudu.

Zmieniono natomiast ozdoby szat. Lilie andegaweńskie na płaszczu Maryi nawiązują zbyt wyraźnie do herbu andegaweńskiego króla Węgier Ludwika. Prawdopodobnie dodano także do rąk Dzieciątka książkę. Do dziś pozostały na obrazie jedynie ślady napaści z 1430 r. - są nimi dwa równoległe ślady cięcia miecza na policzku Maryi, przecięte trzecim na linii nosa, oraz kilka podobnych, choć znacznie mniejszych cięć na szyi (dwa widoczne wyraźniej, cztery pozostałe słabiej).

Księgi klasztoru częstochowskiego potwierdzają niezwykłe fakty, związane z cudownym obrazem. Zapisywano je skrzętnie w osobnej księdze łask. Najstarszy zachowany opis cudownego uzdrowienia pochodzi z roku 1402. O sławie jasnogórskiego obrazu świadczy również to, że już w owych czasach sporządzano jego kopie. Już w roku 1390 miał ją Głogówek, w roku 1392 daleki Sokal, a w roku 1400 - jeszcze dalszy Lepogłów w Chorwacji.

Na Jasnej Górze wielokrotnie modlili się polscy królowie i książęta, m.in. Kazimierz Jagiellończyk (1448 i 1472), św. Kazimierz królewicz (1472), Zygmunt I Stary (1510 i 1514), Stefan Batory (1581), Zygmunt III Waza (1616, 1620, 1630), Władysław IV (1621, 1633, 1638, 1642, 1644, 1646), Jan Kazimierz (1649, 1656, 1658, 1661), Michał Korybut Wiśniowiecki (1669, 1670), Jan III Sobieski (1676, 1683), August II Sas (1704), August III Sas (1734).

W roku 1655 miała miejsce słynna obrona Jasnej Góry. 9 listopada 1655 r. hrabia Wejhard podszedł pod Jasną Górę w 3 tys. żołnierzy i zażądał bezwzględnej kapitulacji. Przeor klasztoru, o. Augustyn Kordecki, odmówił. Zaczęło się więc oblężenie. 19 listopada przybył generał Burhardt Miller oraz pułkownik Wacław Sadowski. Oblężenie trwało do Bożego Narodzenia, a więc ponad miesiąc. O. Kordecki miał do dyspozycji 160 żołnierzy i 70 zakonników. Obroną klasztoru dowodzili Stefan Zamojski i Piotr Czarnecki. Miller do rozbicia klasztoru i kościoła oraz otaczających murów użył najcięższych dział. Wyrzucono 340 armatnich kul o masie sześciu, a nawet dwunastu kilogramów. Naród zerwał się do walki. To zmusiło Millera do opuszczenia Jasnej Góry nocą 27 grudnia. Usiłował on jeszcze powrócić i z nagła zaskoczyć 24 i 28 lutego, a potem 9 kwietnia 1656 r., ale również bezskutecznie

Obecny obraz Matki Bożej, namalowany na drewnianej tablicy, zalicza się do ikon bizantyjskich określanych nazwą Hodegetria,co oznacza "Tę, która prowadzi". Sam obraz (o wymiarach 122,2 x 82,2 x 3,5 cm) jest ułożony na trzech deseczkach lipowych, sklejonych, na które została położona kredowa zaprawa grubości 2-3 mm. Samo malowidło położono temperą na płótnie. Przedstawia ono stojącą Najświętszą Maryję Pannę z Dzieciątkiem Jezus na lewym ręku. Matka Boża ma na sobie czerwoną suknię, a na nią narzucony niebieski płaszcz ozdobiony liliami andegaweńskimi. Prawa ręka Maryi spoczywa na piersi. Jezus jest przyodziany w sukienkę koloru karminowego, bogato złoconą ozdobami, z rękawami szczelnie zapiętymi u dłoni - podobnie jak u Maryi. W lewym ręku trzyma księgę, prawą natomiast unosi w geście błogosławieństwa, wskazując jednocześnie na Maryję. Całe pole nimbu Maryi i Jezusa jest wypełnione pozłotą. Tło obrazu jest zielone, co w symbolice obrazów bizantyjskich wyraża często pełnię łask Ducha Świętego. Dziecię Boże ma stopy bose, co wyróżnia się na tle bogactwa jego szaty. Płaszcz przykrywa także głowę Najświętszej Panny jakby naturalnym welonem. Nad czołem na płaszczu widać złotą gwiazdę. Obramowanie szaty Jezusa i płaszcza Maryi ma szeroką złotą oblamówkę. U płaszcza Maryi ma ona dodatkową ozdobę w postaci artystycznej koronki. Na to wszystko są nałożone na obie postacie artystyczne i zdobne w drogie kamienie szaty i korony.

Obraz jasnogórski był kilka razy odnawiany. Po raz pierwszy - przypuszczalnie w roku 1682 z okazji przygotowań do 300-lecia sprowadzenia obrazu. Wtedy to nieznany malarz, podpisany J.K. pinxit indignus servus wymalował olejnymi farbami obraz, przedstawiający historię cudownego obrazu. Obraz ten umieścił na odwrocie cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Nie przeprowadził jednak konserwacji samego obrazu. Dokonał jej dopiero w 1705 r. na dwanaście lat przed koronacją brat zakonny, Makary Szybkowski. Z tej okazji również przemalował on olejnymi farbami płaszcz i suknię Maryi i Dzieciątka; do płaszcza Maryi wbił także 28 mosiężnych gwiazdek. Usunął je dopiero profesor Jan Rutkowski, kiedy w 1925-1926 roku dokonywał naukowego badania obrazu i jego gruntownej konserwacji. Usunął on przy tym także olejne farby, nałożone w latach późniejszych, oraz sadze z twarzy Matki Bożej i Pana Jezusa. Usunął też ślady gwoździ, które były przybite do deski celem umocnienia sukienek srebrno-złotych. Oczyszczono deski od robactwa i ubytków powstałych na skutek próchnienia. Oczyszczono także i zabezpieczono ramy obrazu. W latach 1948-1952 przeprowadzono jeszcze raz naukowe badania najnowocześniejszymi dostępnymi wówczas środkami: prześwietlenie rentgenowskie, badano obraz pod mikroskopem, wykorzystując kryteria mikropaleontologiczne i mineralogiczne, przeprowadzono także ocenę technologiczną i artystyczno-formalną. W latach II wojny światowej (1939-1945) obraz znajdował się w ukryciu. Dlatego wymagał kolejnej renowacji. Dzieła dokonał konserwator R. Kozłowski.

Od bardzo dawna istnieje zwyczaj ozdabiania cudownych obrazów Maryi koronami. Pierwsza papieska koronacja obrazu jasnogórskiego miała miejsce w 1717 r. Korony ofiarował sam król August II Mocny. Aktu koronacji dokonał brat prymasa, biskup Krzysztof Szembek, w dniu 8 września 1717 r. Obecni byli ponadto biskup wileński i inflancki. W uroczystej procesji przeniesiono obraz z kościoła do sali rycerskiej. Tam odczytano dekret papieski i przyniesiono korony. Następnie obraz przeniesiono uroczyście do kościoła wśród modlitw, śpiewów i salw armatnich. Tu nastąpił obrzęd nałożenia koron i Msza święta. Po obiedzie odprawiono Nieszpory i przeniesiono obraz z kościoła do kaplicy. Tam odśpiewano Litanię Loretańską i Te Deum. Z okazji koronacji nałożono na obraz Matki Bożej kosztowne szaty wykonane przez złotnika, brata Makarego Szybkowskiego. Sporządził on trzy suknie na różne uroczystości: granatową haftowaną diamentami, niebieską z rubinami i zieloną z perłami i różnymi drogimi kamieniami. Od 1817 r. zaczęto obchodzić uroczyście rocznicę koronacji. W 1909 r. w nocy z 22 na 23 października zakonnik i kapłan Macoch dokonał kradzieży koron z obrazu Matki Bożej, perłowej sukni i wielu kosztowności. Ze świętokradztwem połączył mord dokonany na wspólniku. Skazano go na dożywotnie więzienie. Papież św. Pius X ofiarował nowe korony. Rekoronacja odbyła się 22 maja 1910 r.

W 1957 r. na apel prymasa Stefana Wyszyńskiego i uchwałą Episkopatu Polskiego Polska rozpoczęła Wielką Nowennę, aby przygotować cały naród do obchodów tysiąclecia przyjęcia Chrztu przez Mieszka I (966-1966). Równocześnie zarządzono peregrynację kopii cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej po wszystkich diecezjach i parafiach. Peregrynacja rozpoczęła się dnia 26 sierpnia 1957 r. w archidiecezji warszawskiej. Dokładnie rok wcześniej, 26 sierpnia 1956 r., w 300 lat od ślubów króla Jana Kazimierza, złożonych przed obrazem Matki Bożej Łaskawej we Lwowie 1 kwietnia 1656 roku, Episkopat Polski pod nieobecność uwięzionego Prymasa Wyszyńskiego w obecności około miliona wiernych odnowił uroczyście te ślubowania. 5 maja 1957 r. odnowienie tych ślubów odbyło się we wszystkich kościołach polskich. Śluby króla Jana Kazimierza były jego osobistym zobowiązaniem, śluby jasnogórskie zaś stały się zobowiązaniem całego narodu polskiego jako program chrześcijańskiego życia, wytyczony przez Wielką Nowennę przed Tysiącleciem Chrztu Polski.

Najbardziej znana i uroczysta koronacja obrazu odbyła się w 1966 r. w ramach obchodu Tysiąclecia Chrztu Polski. Dokonał jej Prymas Tysiąclecia, Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński, wielki czciciel Maryi Jasnogórskiej, oddany Jej z synowską ufnością; jest on założycielem Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej Matki Kościoła, działającego obecnie pod nazwą Instytutu Prymasowskiego Stefana kard. Wyszyńskiego.

Cudowny obraz jest otaczany przez Polaków niezwykłą czcią. Wielokrotnie modlił się przed nim także kard. Karol Wojtyła, a potem - papież Jan Paweł II. Co roku, na uroczystości maryjne (szczególnie 15 i 26 sierpnia) do jasnogórskiego sanktuarium przybywają setki tysięcy ludzi, bardzo często idąc w pieszych pielgrzymkach przez wiele dni.

Dzisiejsza uroczystość powstała z inicjatywy bł. Honorata Koźmińskiego, który po upadku powstania styczniowego starał się zjednoczyć naród wokół Królowej Polski - Maryi. Wraz z ówczesnym przeorem Jasnej Góry, o. Euzebiuszem Rejmanem, wyjednał on u św. Piusa X ustanowienie w 1904 r. święta Matki Bożej Częstochowskiej. Papież Pius XI rozciągnął w 1931 r. ten obchód na całą Polskę oraz zatwierdził nowy tekst Mszy świętej i brewiarza.

mp/brewiarz.pl

Chcesz ratować dusze bliskich módl się dla nich o Dary Ducha Świętego - ...

ks. Dominik Chmielewski na spotkaniu z abp Aldo Cavalli - wizytatorem apostolskim...

👉"Wchodźcie przez ciasną bramę" czyli jak intepretować słowa ks. Dominika Chmielewskiego...

„ Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. 14 Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!

 Wiele kontrowersji wywołał 15 minutowy filmik zatytułowany: „ Większość ludzi idzie do piekła”, w którym ks. Dominik zadaje pytanie jak to jest możliwe, że grzesznik, który stanie przed Bogiem Miłości i Miłosierdzia na swoim sądzie wybierze piekło.
Pokazuje, że jest to możliwe, ponieważ Bóg jest też Bogiem Sprawiedliwym, jest Prawdą, w którym nie ma żadnego kłamstwa. Grzesznik, który nie będzie chciał przyjąć prawdy o sobie w świetle Bożej Prawdy, która oświeci całe jego życie, wybierze ciemność ostateczną czyli piekło.
Powyższy filmik nieautoryzowany przez ks. Dominika, nie był przesłuchany ze zrozumieniem przez większość komentujących, którzy skupili się tylko na tytule wyciągniętym bezkrytycznie z kontekstu nauczania księdza. Wyjaśniamy po raz kolejny, że on jest krótkim fragmentem prawie godzinnej konferencji kerygmatycznej na temat grzechu i realnej możliwości potępienia wiecznego, która wchodziła w skład czterodniowych kerygmatycznych rekolekcji, w trakcie których każdy dzień i konferencja ma swój temat. Gdyby jednak komentujący w Internecie, chcieli zapoznać się z całością nauczania tej konferencji ks. Dominika, usłyszeliby, że fundamentem jego nauczania były słowa Jezusa: „ Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. 14 Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują! ( Mt 7,13 ) Podał również słowa św. S. Faustyny: „ W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami, pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze łzami w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród przepełniony wszelkim rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach. (Dz 153).
W tym kontekście właśnie ks. Dominik ukazywał w swojej konferencji, że większość ludzi idzie w swoim życiu drogą do piekła i że o tym mówi również Matka Boża w swoich objawieniach. Nigdy nie powiedział, że większość ludzi skończy w piekle. To złośliwa nadinterpretacja pokazująca, że autorom ataku na ks. Dominika nie chodzi o szukanie prawdy o nauczania księdza, nota bene wielu z tych złośliwie komentujących bazuje w swojej ocenie medialnej na takich właśnie wyrwanych z kontekstu filmikach z różnych kanałów chcących sobie podbić oglądalność) tylko o pochwycenie księdza za wszelką cenę na słowie wyrwanym z kontekstu, oskarżenia księdza, osądu publicznego i publicznego skazania.
Metoda znana w Ewangelii i szeroko stosowana przez faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Taką manipulacją jest też oskarżanie ks. Dominika o straszenie piekłem czy neurotyczną duchowość, kiedy nieustannie głosi w swoich rekolekcjach przede wszystkim o Bożej Miłości, Miłosierdziu, Dobroci i Wszechmocy Bożej.
Dlatego właśnie tylu ludzi nawraca się na jego rekolekcjach, doświadczając wielkiego objawienia Miłości Bożej, a nie nawracając się z lęku przed piekłem. Dzisiaj Jezus i Apostołowie niewątpliwie tak samo jak ks. Dominik oskarżani byliby o straszenie ludzi piekłem, chorą, lękową, neurotyczną duchowość czy zafałszowany obraz Boga. A przecież nie bali się głosić z mocą prawdę wiary o piekle i realnej możliwości potępienia wiecznego. To tylko niektóre ich słowa Ewangelii w powyższym temacie:
„ Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie: przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! […] I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.” (Mt 25, 41 i 46)
„Poniosą oni karę, zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego” (2 Tes. 1,9).
„Ogniem i siarką dręczony będzie na oczach świętych aniołów i Baranka. A dym ich męki unosi się w górę na wieki wieków” (Obj. 14,10.11).
„Ten, który sieje dobre nasienie, to Syn Człowieczy. Rola zaś to świat, a dobre nasienie to synowie Królestwa, kąkol zaś, to synowie złego. A nieprzyjaciel, który go posiał, to szatan, a żniwo, to koniec świata, żeńcy zaś, to aniołowie. Tak więc jak zbiera się kąkol i pali w ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle swoich aniołów, i zbiorą z Królestwa Jego wszystkie zgorszenia i tych, którzy popełniają nieprawość, i wrzucą ich do pieca ognistego” (por. Mat. 13,37-42).
„Umie Pan wyrwać pobożnych z pokuszenia, bezbożnych zaś zachować na dzień sądu celem ukarania” (2 Piotra 2,9).
„Ale teraźniejsze niebiosa i ziemia… są zachowane dla ognia i utrzymane na dzień sądu i zagłady bezbożnych ludzi” (2 Piotra 3,7).
„Miasta Sodomę i Gomorę spalił do cna i na zagładę skazał jako przykład dla tych, którzy by mieli wieść życie bezbożne” (2 Piotra 2,6): W wierszu 7 Listu apostoła Judy czytamy: „Tak też Sodoma i Gomora… stanowią przykład kary ognia wiecznego za to”.
„Bo przecież jest rzeczą słuszną u Boga odpłacić uciskiem tym, którzy was uciskają, a wam, uciśnionym, dać ulgę wraz z nami, gdy z nieba objawi się Pan Jezus z aniołami swojej potęgi w płomienistym ogniu, wymierzając karę tym, którzy Boga nie uznają i nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa. Jako karę poniosą oni wieczną zagładę [z dala] od oblicza Pańskiego i od potężnego majestatu Jego(2 Tes 1, 6-9)
„On tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym.”(Łk 3, 16-17)
A przy okazji, czy cytując Katechizm Kościoła Katolickiego też będą owi autorzy fałszywego miłosierdzia oskarżać Katechizm o straszenie piekłem i karającym Bogiem? A przecież KKK jasno mówi:
Piekło
KKK 1056 Idąc za przykładem Chrystusa, Kościół uprzedza wiernych o „smutnej i bolesnej rzeczywistości śmierci wiecznej” (Kongregacja do Spraw Duchowieństwa, Ogólne dyrektorium katechetyczne, 69 , nazywanej także „piekłem”.
KKK 1057 Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może osiągnąć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie.
KKK 1033 Nie możemy być zjednoczeni z Bogiem, jeśli nie wybieramy w sposób dobrowolny Jego miłości. Nie możemy jednak kochać Boga, jeśli grzeszymy ciężko przeciw Niemu, przeciw naszemu bliźniemu lub przeciw nam samym: „Kto… nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego” (1 J 3, 14 c-15). Nasz Pan ostrzega nas, że zostaniemy od Niego oddzieleni, jeśli nie wyjdziemy naprzeciw ważnym potrzebom ubogich i maluczkich, którzy są Jego braćmi (Por. Mt 25, 31-46). Umrzeć w grzechu śmiertelnym, nie żałując za niego i nie przyjmując miłosiernej miłości Boga, oznacza pozostać z wolnego wyboru na zawsze oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem i świętymi określa się słowem „piekło”.
KKK 1034 Jezus często mówi o „gehennie ognia nieugaszonego” (Por. Mt 5, 22. 29; 13, 42. 50; Mk 9, 43-48). przeznaczonej dla tych, którzy do końca swego życia odrzucają wiarę i nawrócenie; mogą oni zatracić w niej zarazem ciało i duszę (Por. Mt 10, 28). Jezus zapowiada z surowością, że „pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego Królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony” (Mt 13 41-42). On sam wypowie słowa potępienia: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny!” (Mt 25, 41).
KKK 1035 Nauczanie Kościoła stwierdza istnienie piekła i jego wieczność. Dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią męki, „ogień wieczny” (Por. Symbol Quicumque: DS 76; Synod Konstantynopolitański: DS 409. 411; Sobór Laterański IV: DS 801; Sobór Lyoński II: DS 858; Benedykt XII, konst. Benedictus Deus: DS 1002; Sobór Florencki (1442): DS 1351; Sobór Trydencki: DS 1575; Paweł VI, Wyznanie wiary Ludu Bożego, 12). Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może mieć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie.
KKK 1036 Stwierdzenia Pisma świętego i nauczanie Kościoła na temat piekła są wezwaniem do odpowiedzialności, z jaką człowiek powinien wykorzystywać swoją wolność ze względu na swoje wieczne przeznaczenie. Stanowią one równocześnie naglące wezwanie do nawrócenia: „Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!” (Mt 7,13-14):
„Ponieważ nie znamy dnia ani godziny, musimy w myśl upomnienia Pańskiego czuwać ustawicznie, abyśmy zakończywszy jeden jedyny bieg naszego ziemskiego żywota, zasłużyli wejść razem z Panem na gody weselne i być zaliczeni do błogosławionych i aby nie kazano nam, jak sługom złym i leniwym, pójść w ogień wieczny, w ciemności zewnętrzne, gdzie „będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 48).
KKK 1037 Bóg nie przeznacza nikogo do piekła (Por. Synod w Orange II: DS 397; Sobór Trydencki: DS 1567); dokonuje się to przez dobrowolne odwrócenie się od Boga (grzech śmiertelny) i trwanie w nim aż do końca życia. W liturgii eucharystycznej i w codziennych modlitwach swoich wiernych Kościół błaga o miłosierdzie Boga, który nie chce „niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3, 9): Boże, przyjmij łaskawie tę ofiarę od nas, sług Twoich, i całego ludu Twego. Napełnij nasze życie swoim pokojem, zachowaj nas od wiecznego potępienia i dołącz do grona swoich wybranych (Mszał Rzymski, Kanon Rzymski).
KKK 1058 Kościół modli się, by nikt nie ściągnął na siebie potępienia: „Panie, nie dozwól mi nigdy odłączyć się od Ciebie”. Jeżeli jest prawdą, że nikt nie może zbawić sam siebie, to jest również prawdą, że Bóg „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni” (1 Tm 2, 4), i że „u Boga wszystko jest możliwe” (Mt 19, 26).
  Apelujemy jako Administratorzy mediów ks. Dominika zwracamy się jeszcze raz o uczciwość w komentowaniu nauczania ks. Dominika po całościowym zapoznaniu się z Jego nauczaniami zamieszczanych na jedynym oficjalnym kanale księdza „KECHARITOMENE” ( Youtube: https://www.youtube.com/c/Kecharitomene/videos ), który powstał właśnie po to, żeby uniknąć jakichkolwiek nieporozumień.
Kiedy ks. Dominik podejmuje nauczanie o realnej rzeczywistości potępienia, grzechu, jego skutków i konsekwencji, zawsze osadza to nauczanie w perspektywie Bożej Miłosierdzi i Miłosierdzia, Dzieła Krzyża i Zbawienia z łaski, która prowadzi do dobrych uczynków, do których zostaliśmy stworzeni.
Prosimy jeszcze raz o nietworzenie podziałów i rozłamów w Kościele w imię pozornej troski wierność nauczaniu KK, a tak naprawdę dawanie upustu zawiści, zazdrości i rywalizacji, którą aż nadto widać w publikowanych treściach atakujących księdza autorów i tzw: „ autorytetów internetowych”.
Warto też zaznaczyć, że ks. Dominik nigdy nie nakręcił żadnych materiałów medialnych, by kogokolwiek zdyskredytować, osądzić czy zniszczyć publicznie. Natomiast Ci, którzy jak widzimy odmieniają słowa: Miłość Boża i Miłosierdzie we wszystkich przypadkach, dają publiczny popis swoich ewangelicznych postaw. Tym nie mniej błogosławimy tym osobom i modlimy się za nie każdego dnia ofiarując cierpienie, które zadają przez fałszywe oskarżenia za ich opamiętanie i nawrócenie.
Z błogosławieństwem +
Administratorzy stron medialnych ks. Dominika


Dlaczego warto „straszyć piekłem”? Czy ostrzeganie przed śmiercią duszy jest „teologią lęku”?

 

Dlaczego warto „straszyć piekłem”? Czy ostrzeganie przed śmiercią duszy jest „teologią lęku”?

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Ostatnio w katolickim świecie medialnym możemy zauważyć powszechną krytykę duszpasterzy, którzy ośmielają się mówić o konsekwencjach ludzkiego grzechu, czyli… o piekle. Takie głoszenie jest stresujące dla chrześcijan, którzy – według opinii Roda Drehera – wyznają terapeutyczny deizm[1]. Ten pogląd zakłada istnienie Boga jako Stworzyciela świata, który chce, byśmy byli dobrzy, uprzejmi i lojalni, jak naucza Biblia i większość religii. Celem życia człowieka – według terapeutycznego deizmu – jest bycie szczęśliwym i zadbanie o szacunek dla siebie. Nie należy wciągać Boga we własne sprawy, z wyjątkiem sytuacji koniecznych. Po śmierci do nieba pójdą ludzie dobrzy. Dokąd pójdą ludzie, którzy opowiedzieli się po stronie zła? Terapeutyczny deizm tego nie precyzuje. Taka mentalność podbija chrześcijan, niszcząc w nich depozyt wiary biblijnej. Nie ma w niej miejsca na pokutę, miłość wymagającą poświęcenia, czystość serca i chwalebny krzyż. Również, taki pogląd pomija istnienie piekła.

Wydaje się, że po wielu wiekach teoria apokatastazy (wiara w powszechne zbawienie) znowu podbija umysły katolików: tak w teologii, jak i w duszpasterstwie. Zauważmy, że w czasie pogrzebu, bardzo często, być może nieświadomie „kanonizujemy” naszych bliskich, mówiąc o zmarłym, że już jest w rękach Boga, miłosiernego Ojca, że spogląda na nas z nieba, i że jest w lepszym świecie. Te przykłady pokazują jak zanikła w nas świadomość Bożej sprawiedliwości i Sądu oraz jak zdeformowano w nas pojęcie Bożego miłosierdzia. Wiele teologów i hierarchów kościelnych słusznie zauważa, że w centrum głoszenia chrześcijańskiego ma być KERYGMAT, czyli – głoszenie zbawienia w Jezusie Chrystusie, który za nas umarł i zmartwychwstał! Jednak, czy głoszenie kerygmatu jest sprzeczne z tym, aby pouczyć człowieka o konsekwencjach grzechu? Zobaczmy jak wygląda ta kwestia w świetle Słowa Bożego i Magisterium.

Biblijna wizja miłosierdzia


Kiedy apologeci „dobrego samopoczucia” słyszą jakieś pouczenie o karze, o piekle, to często apelują do Bożego miłosierdzia. Skoro tak, to przypomnijmy sobie jeden z ważnych aspektów tej rzeczywistości. Otóż wyraz miłosierdzie w naszej mentalności ma dość sentymentalny wydźwięk. „Być miłosiernym” w rozumieniu tego świata, to właściwie zezwolić na wszystko, tolerować wszystko i być otwartym na wszystko.

Biblijne rozumienie tego pojęcia jest całkowicie inne. W języku hebrajskim miłosierdzie jest wyrażone słowem rahamim, które oznacza „kobiece łono”. A więc idea miłosierdzia w Piśmie Świętym jest związana z narodzinami, z pojawieniem nowego człowieka. Co to oznacza, że Bóg jest dla nas miłosiernym, że przebacza nam grzechy? To znaczy, że rodzi nas w Jezusie Chrystusie! To zrodzenie jest zanurzeniem nas w Paschalne Misterium, a więc również w rzeczywistość krzyża.

Biblijna wizja miłosierdzia ma miejsce również na… karę. Bóg karze powodowany miłością do człowieka. Takie działanie możemy zauważyć od samego początku historii zbawienia, czyli od wygnania z raju. Wyrzucenie z raju było dziełem raczej Bożej opieki niż gniewu – tłumaczy św. Jan Złotousty. – Takie bowiem są obyczaje naszego Pana, że kiedy zsyła karę, okazuje nam nie mniejszą troskę, niż kiedy udziela dobra. Wymierza nam bowiem tę karę w celu upomnienia. Przecież gdyby wiedział, że bezkarność grzechu nie uczyni nas gorszymi, nigdy by nas więcej nie karał. Żeby jednak powstrzymać nasze staczanie się ku gorszemu i usunąć wzmagającą się przewrotność, jest wytrwały w swojej przyjaźni do człowieka i wymierza karę („In Genesim”, 3, hom. 18, 3).

Zanim nasi prarodzice opuścili ogród Eden, zostali przyodziani w skórę zwierzęce. Ten gest Stwórcy, podobny do gestu miłosiernego ojca, który przyodziewa marnotrawnego syna (Łk 15), jest obrazem Jego miłosierdzia i ciągłej otwartości na człowieka. Nie mniej jednak, Adam i Ewa, z powodu braku skruchy, musieli ponieść konsekwencje swojego wyboru.

Ostrzeżenie w tradycji prorockiej

Zanim przejdziemy do nowo testamentalnej wizji głoszenia, zatrzymajmy się krótko w tradycji profetycznej. Już w Starym Testamencie jednym z najważniejszych zadań proroka było ostrzeganie ludzi przed karą, jako konsekwencją nie Bożych wyborów. Prawie w każdej Księdze prorockiej znajdziemy odpowiednie fragmenty, stąd też skupimy się na Księdze proroka Ezechiela. W Ez 3 rozdziale czytamy:

Jeśli powiem bezbożnemu: „Z pewnością umrzesz”, a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew. 19 Ale jeślibyś upomniał bezbożnego, a on by nie odwrócił się od swej bezbożności i od swej bezbożnej drogi, to chociaż on umrze z powodu swojego grzechu, ty jednak ocalisz samego siebie (Ez 3, 18 – 19). Św. Grzegorz Wielki w Homilii na Księgę proroka Ezechiela odnosi te słowa do kapłanów, którzy na grzechy powierzonych im wiernych reagują obojętnością i milczeniem: oprócz własnych grzechów, jesteśmy winni za śmierć innych; gdyż zabijamy tyle, ile codziennie widzimy kroczących ku śmierci z powodu naszej obojętności i milczenia (Homilia 11)[2].

Na innym miejscu Ezechiel jest wezwany, aby prorokować przeciw „fałszywym prorokom”. Jaki jest zarzut wobec nich? Ezechiel poucza: Nie wstąpiliście na wyłom ani nie budowaliście murów wokół domu Izraela, aby się ostał w walce w dzień Pana (Ez 13, 5). Prorocy są skarceni przez to, że nie pomogli narodowi ostać się w dzień Pana. Cóż to za dzień? Otóż w tradycji prorockiej dzień Pański jest dniem sądu!

Za co będą karceni współcześni prorocy? Czy nie za to, że głosili jakieś bezstresowe, beztroskie chrześcijaństwo, dobre samopoczucie zamiast nawrócenia?

Głoszenie Jezusa Chrystusa w Jego ziemskiej misji

Oczywistym jest, że wzorem wszelkiego głoszenia i przepowiadania jest dla Chrystus Pan. Ewangelista Łukasz w 4 rozdziale swej Ewangelii opisuje jak wyglądało pierwsze publiczne kazanie naszego Pana. Jezus, zaczął komentować słowa Izajasza, odnosząc je do siebie, a następnie ujawnił dość niemiłą prawdę o swoich krajanach i homilia skończyła się próbą zabicia Jezusa:

Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. 29 Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. 30 On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się (Łk 4, 28 – 30).

Zadajmy sobie zapytanie: Kiedy ostatni raz byliśmy na takim kazaniu, po którym nam chciało się zabić księdza? Czy pamiętacie taki przypadek, że kapłana bądź biskupa po kazaniu tłum wygnał z kościoła. Wydaje się, że większość kazań pod tym względem jest arcy spokojna.

W czasie swego ziemskiego życia Jezus niejednokrotnie ostrzegał przed piekłem. Jedno z takich pouczeń zasługuje na szczególne omówienie:

«Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. 25 Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam!”; lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. 26 Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. 27 Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!” 28 Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych (Łk 13, 24 – 28).

Zauważmy, w jakim kontekście pada powyższe pouczenie Jezusa. Otóż ktoś zadał Panu Jezusowi pytanie: Raz ktoś Go zapytał: «Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?». Ktoś ze słuchaczy, którego z pewnością cechuje szczerość, a nie poprawność polityczna, słuchając nauk Jezusa, dochodzi do nieśmiałego wniosku, że zbawionych może nie być aż tak dużo… Więc pyta Jezusa, czy nie pomylił się w swym rozumowaniu. Jaka była odpowiedź Jezusa? Czy Chrystus Pan dał do zrozumienia, że wszystko jest w porządku, Jego miłosierdzie jest wielkie, nie ma czego się obawiać???

Nie! Nasz Pan powiedział niezwykle zatrważające słowa: gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli[3]!!! Poza tym tekstem Jezus pouczał o możliwości potępienia ponad sześćdziesiąt razy. Trzydzieści razy mówił o ogniu i o strasznych mękach, i ponad trzydzieści razy mówił o wieczności. W swoim nauczaniu bardzo mocno akcentował te prawdy, dlatego i my nie możemy dzisiaj pomniejszać zawartości Ewangelii.

Jezus głosi Ewangelię o Królestwie i z tą misją posyła swych uczniów. Z przyjęciem Jego orędzia jest związane zbawienie… W tym miejscu wiele chrześcijan chce się zatrzymać, ale Jezus w tym samym zdaniu, w którym mówi o zbawieniu, mówi również o potępieniu: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! 16 Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony (Mk 16, 15 – 16).

Czy Jezus głosił jakąś „ewangelię lęku”? Chyba nie, ale, z tej racji, że na poważnie traktuje odbiorców Dobrej Nowiny, że zależy Mu na wiecznym szczęściu każdego człowieka, stąd też ostrzega i poucza o konsekwencjach odrzucenia Ewangelii.

Pierwszy kerygmat kończy się wezwaniem do nawrócenia (Dz 2)

W dzień Pięćdziesiątnicy, kiedy Apostołowie zostali napełnieni Duchem Świętym, Św. Piotr wygłosił mowę, którą można nazwać pierwszym kerygmatem[4]. W centrum przemówienia Apostoła jest niewątpliwie zmartwychwstanie Chrystusa i dar Ducha Świętego, lecz przemówienie Piotra kończy się bardzo konkretnym wezwaniem: Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: «Cóż mamy czynić, bracia?» – zapytali Piotra i pozostałych Apostołów. 38 «Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. 39 Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz». 40 W wielu też innych słowach dawał świadectwo i napominał: «Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia!». 41 Ci więc, którzy przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni. I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz (Dz 2, 37 – 41). Zauważmy, że Apostoł Piotr wcale nie głosił jakiegoś bezwarunkowego zbawienia. Wręcz przeciwnie warunkiem przyjęcia Chrztu było przyjęcie jego nauki i wejście w nawrócenie.

Trzeba powiedzieć, że w pierwotnym Kościele nie istnieje jakieś głoszenie bez wezwania do nawrócenia! Czasownik metanoein – „nawracać się”, „opamiętać się”, „zmienić myślenia” występuje w Nowym Testamencie bardzo często w trybie rozkazującym (Mt 3, 2.8; 4, 17; Mk 1, 4; Łk 3, 8; Dz 2, 38; 3, 19; 8, 22; Ap 2, 5.16; 3, 3.19). Również często ten czasownik występuje w łączności z wyrażeniami zawierającym w sobie ideę wezwania lub głoszenia: keryssein (Mk 1, 4; 6, 12; Łk 3, 3; 14, 47; Dz 13, 24), aggollein (Dz 17, 30; 26, 20), kalein (Łk 5, 32)[5]. Apostoł Piotr wcale nie sugeruje, że Kościół powinien wszystkich bezwarunkowo przyjmować. Drzwiami do przyjęcia Chrztu, a więc wejściem do Kościoła, było nawrócenie.

Nie ma potrzeby, aby szczegółowo omawiać strukturę kerygmatu. Podkreślimy jedynie dwa elementy: punkt wyjścia i końcowe zaproszenie. Otóż dla Apostołów (zwłaszcza dla św. Pawła) punktem wyjścia głoszenia Dobrej Nowiny, była zawsze egzystencjalna sytuacja człowieka – fakt, że człowiek zgrzeszył i jest pozbawiony chwały Bożej (Rz 3, 23). Takiego, grzesznego człowieka, umiłował Bóg i przeznaczył, aby przez Jezusa Chrystusa, ten stał się dzieckiem Bożym (Ef 1, 4 – 5). Taki kerygmat kończy się zawsze wezwaniem do pokuty, co jest owocem przebaczenia i darem Ducha oraz obietnicą zbawienia, to jest życia wiecznego dla tych, którzy wejdą do społeczności wybranych[6].

Chociaż Apostolskie przepowiadanie jest pełne mocy i nadziei, to nie brakuje w nim ostrzeżenia przed… piekłem. W Drugim Liście Piotra, Natchniony Autor mówi o tych, którzy będą szydzić z Bożej obietnicy: To przede wszystkim wiecie, że przyjdą w ostatnich dniach szydercy pełni szyderstwa, którzy będą postępowali według własnych żądz i będą mówili: «Gdzie jest obietnica Jego przyjścia? Odkąd bowiem ojcowie zasnęli, wszystko jednakowo trwa od początku świata». 5 Nie wiedzą bowiem ci, którzy tego pragną, że niebo było od dawna i ziemia, która z wody i przez wodę zaistniała na słowo Boże, 6 i przez nią ówczesny świat zaginął wodą zatopiony. 7 A to samo słowo zabezpieczyło obecnie niebo i ziemię jako zachowane dla ognia na dzień sądu i zguby bezbożnych ludzi. 8 Niech zaś dla was, umiłowani, nie będzie tajne to jedno, że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. 9 Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy – bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka – ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia (2 P 3, 4 – 9). 

Warto zauważyć, że powyższe słowa znajdują się w drugiej części Listu, po części kerygmatycznej, która ma zabarwienie eschatologiczne (2 P 1). Autor tego tekstu zapewnia swych czytelników, że jak starożytny świat, zniszczony przez potop (por. 2 P 2, 5; 3, 6), dał początek obecnemu porządkowi, tak też w czasach ostatecznych Bóg osądzi obecny świat, aby wprowadzić go w rzeczywistość nowego stworzenia[7].

W Listach Apostoła Pawła, w których bardzo ważne i naczelne miejsce zajmuje kerygmat, również nie brakuje ostrzeżenia przed karą. Apostoł opisuje rzeczywistość piekła nie w kategoriach miejsca, lecz raczej procesu, który możemy nazwać „unicestwieniem”. Na opisanie takiego stanu Paweł używa dość barwne słownictwo: ἀπόλλυμι — ‘ginąć’, ‘niszczyć’ (Rz 2, 12; 2 Kor 2, 15; 4, 3; 2 Tes 2, 9), ἀπώλεια — ‘zguba’, ‘zatracenie’ (Flp 1, 28; 3, 19), θάνατος — ‘śmierć’ (Rz 6, 16. 21. 23; 7, 5; 2 Kor 2, 16; 7, 10), ἀποθνῄσκω — ‘umierać’ (Rz 8, 13), φθείρω — ‘niszczyć’ (1 Kor 3, 17), φθορά — ‘skażenie’ (Ga 6, 8), czy ὄλεθρος — ‘zagłada’ (1 Tes 5, 3; 2 Tes 1, 9)[8].

Ojcowie Kościoła, Doktorzy, Papieże na temat „straszenia piekłem”

Nie ma potrzeby omawiać całej nauki o potępieniu bądź piekle, więc zastanowimy się jedynie nad niektórymi tekstami o charakterze katechetycznym[9].

Jeden z najstarszych dokumentów chrześcijańskich Didache rozpoczyna się słowami: Dwie są drogi, jedna droga życia, a druga śmierci – i wielka jest różnica między nimi (Didache 1, 1). Niejeden współczesny teolog by powiedział: po co straszyć na wstępie… po co straszyć śmiercią (a chodzi o śmierć wieczną) na dzień dobry??? Na koniec Autor Didache podaje następujące pouczenie: W miarę narastania nieprawości ludzie będą się nawzajem nienawidzić, prześladować i zdradzać, a wtedy zwodziciel świata pojawi się jako Syn Boży i będzie czynił znaki i cuda. Cała ziemia zostanie wydana w jego ręce i będzie popełniał niegodziwości, jakie nigdy się jeszcze nie działy od samego początku wieków. 5. Wówczas to ludzkość wejdzie w ogień próby, a wielu się załamie i zginie, lecz ci, co wytrwają w wierze, zostaną zbawieni przez Tego właśnie, który stał się [za nas] przekleństwem… Zostaną zbawieni Ci, którzy wytrwają w wierze…

Papież Klemens Rzymski w Drugim Liście do Koryntian omawia naturę piekła: Ale kiedy widzą, jak ci, którzy zgrzeszyli i którzy zaparli się Jezusa swoimi słowami lub czynami, są karani straszliwymi torturami w nieugaszonym ogniu, sprawiedliwi, którzy uczynili dobro i znosili tortury i nienawidzili luksusów życia, oddadzą chwałę Bogu, mówiąc: „Będzie nadzieja dla tego, który służył Bogu całym swoim sercem (2 List do Koryntian 17, 7). Te słowa św. Klemensa są warte uwagi, gdyż Drugi List do Koryntian nie jest jakimś traktatem eschatologicznym, lecz prawdopodobnie jest spisaną homilią Świętego Papieża.

Innym pisarzem, który przestrzega przed wieczną karą jest św. Cyprian: Wiecznie płonąca Gehenna i kara za pożarcie żywymi płomieniami pochłoną potępionych; nie będzie też sposobu, w jaki dręczeni mogliby kiedykolwiek odpocząć lub skończyć. Dusze wraz ze swymi ciałami zostaną zachowane na cierpienie w nieskończonych cierpieniach… Smutek w czasie kary będzie wtedy bez owocu pokuty; płacz będzie bezużyteczny, a modlitwa nieskuteczna. Za późno będą wierzyć w wieczną karę, ci, którzy nie uwierzyli w życie wieczne (Do Demetriana 24).

Św. Cyryl Jerozolimski, w katechezach mistagogicznych poucza: Wskrzeszeni będziemy więc wszyscy z ciałami wiecznymi, ale nie wszyscy z ciałami podobnymi: bo jeśli człowiek jest sprawiedliwy, otrzyma ciało niebieskie, aby godnie mógł rozmawiać z aniołami; to jeśli człowiek jest grzesznikiem, otrzyma ciało wieczne, przystosowane do znoszenia kar za grzechy, aby mógł wiecznie płonąć w ogniu i nigdy nie zostać pochłoniętym. Słowa Cyryla są warte uwagi, gdyż są skierowane do neofitów – nowo ochrzczonych. Wiele duszpasterzy dzisiaj woleliby aż tak nie stresować nowych członków Kościoła.

Najgłębsza chyba intuicja na temat tego, czym jest piekło, została sformułowana przez Leona XIII. Ogniem piekielnym byłaby ta sama nieskończona miłość Boża, która jest szczęściem zbawionych. Quod erit iucunditas mentibus nitidis, hoc erit poena maculosis — mówił papież Leon Wielki — „To, co dla dusz jasnych będzie szczęściem, dla zbrukanych stanowić będzie karę”[10].

Nie brakowało ostrzeżeń przed potępieniem w dziełach pisarzy średniowiecza. Jest ich tak wiele, że wspomnimy jedynie niektórych. Wśród homilii Św. Bernarda z Clairveaux możemy spotkać o następujących tytułach: Pokora i pycha. Niebo i piekło (Sermones super Cantica Canticorum, Sermo 37) oraz Odrzucenie nauki o zbawieniu diabła (Sermones super Cantica Canticorum, Sermo 54). Sam Święty zachęcał: Zstępuj do piekła często w życiu swoim, abyś nie musiał pójść tam po śmierci. Inny średniowieczny Doktor, św. Bonawentura w Homilii 3 na 2 niedzielę po Epifanii poucza: któż nie dozna obawy, któż nie zadrży, zastanawiając się nad karami piekła, nie tylko nieznośnymi co do srogości, ale także wiecznymi i niekończącymi się nigdy? Pouczenia o sądzie, o karach piekielnych znajdziemy wśród nauk św. Piotra z Alkantary. W jednym z takich pouczeń Święty powiada: Zważ bracie drogi, jak strasznym będzie dzień, w którym na jaw wyjdą wszystkie sprawy synów Adama; dzień ogłoszenia wyroku, dzień w którym zapadły wyrok stanowić będzie o losie naszym po wszystkie wieki; dzień, który obejmie wszystkie dni przeszłych, obecnych i przyszłych wieków, bo w nim świat zda sprawę ze wszystkich czasów i w nim wykazane będą złości i zemsty nagromadzone od wieków – wszystkie bowiem grzechy zebrane od początku świata, zostaną pomszczone i wyleją rzeki gniewu Bożego[11].

Od czasów średniowiecza, nauki i kazania o rzeczach ostatecznych, w tym też o piekle, na dobrze weszły w duszpasterstwo i z czasem stały się przedmiotem rozważań nie tylko homilii, ale prawie każdych rekolekcji czy też misji parafialnych. Podobne homilie niekiedy cechowały barwne przedstawienia, oddziaływujące na wyobraźnię. Trudno ocenić tę praktykę, gdyż każdy przykład może być inny. Oddajmy głos w tej sprawie św. Janowi Pawłowi II. W wywiadzie, udzielonym Vittorio Messoriemu, Przekroczyć próg nadziei, papież powiedział: Jeszcze w niezbyt odległych czasach, w kazaniach rekolekcyjnych czy misyjnych, sprawy ostateczne stanowiły zawsze nienaruszalny punkt programu rozważań, a kaznodzieje umieli na ten temat mówić w sposób obrazowy i sugestywny. Iluż ludzi te kazania i nauki o sprawach ostatecznych skłoniły do nawrócenia, do spowiedzi[12]!

Rzeczywiście, kiedy bierzemy do ręki dawne kazania, możemy przeczytać o tych prawdach wiary bardzo dosadnie i obrazowo. Przykładem może być tu kazanie św. Jana Marii Vianney’a „O piekle chrześcijan”, oraz homilie wielu innych kaznodziei. Postawmy jednak zapytanie co do zasady: czy takie „straszenie” jest słuszne?

Otóż teologia moralna poucza o dwóch rodzajach żalu za grzechy: 1) żal doskonały i 2) żal niedoskonały. Jeśli chodzi o żal doskonały, to wypływa on z miłości do Boga. Katechizm Kościoła Katolickiego tak go definiuje: Gdy żal wypływa z miłości do Boga miłowanego nade wszystko, jest nazywany „żalem doskonałym” lub „żalem z miłości” (contritio). Taki żal odpuszcza grzechy powszednie. Przynosi on także przebaczenie grzechów śmiertelnych, jeśli zawiera mocne postanowienie przystąpienia do spowiedzi sakramentalnej, gdy tylko będzie to możliwe (KKK 1452).

Inny rodzaj żalu – to żal niedoskonały, który rodzi się między innymi z LĘKU PRZED POTĘPIENIEM. Termin „niedoskonały” może sugerować, że jest to jakaś zła postawa. Otóż wcale nie, zobaczmy, co poucza Kościół: Także żal nazywany „niedoskonałym” (attritio) jest darem Bożym, poruszeniem Ducha Świętego. Rodzi się on z rozważania brzydoty grzechu lub lęku przed wiecznym potępieniem i innymi karami, które grożą grzesznikowi (żal ze strachu). Takie poruszenie sumienia może zapoczątkować wewnętrzną ewolucję, która pod działaniem łaski może zakończyć się rozgrzeszeniem sakramentalnym. Żal niedoskonały nie przynosi jednak przebaczenia grzechów ciężkich, ale przygotowuje do niego w sakramencie pokuty (KKK 1453)[13].

Zauważmy, że żal, który pojawia się w wyniku lęku przed potępieniem, również jest jest darem Bożym, poruszeniem Ducha Świętego, i pod wpływem łaski prowadzi człowieka do Sakramentu Spowiedzi, a więc do odpuszczenia grzechów. Czy wzbudzanie takiego żalu przez głoszenie Słowa Bożego byłoby czymś złym???

Na koniec podajmy wskazówki Ogólnego dyrektorium katechetycznego: Cały Kościół w dniu Pańskim osiągnie swoje wypełnienie i wejdzie w pełnię Boga: oto podstawowy przedmiot chrześcijańskiej nadziei i modlitwy („Przyjdź Królestwo Twoje). Katecheza o tym, co nowe, z jednej strony musi odbywać się pod znakiem pociechy, nadziei i zdrowej bojaźni, której pilnie potrzebują ludzie naszych czasów, z drugiej strony musi być w pełni wierna prawdzie… Katecheza nie może przemilczać osądu poszczególnych ludzi po śmierci, ani kary ekspiacyjnej czyśćca, ani smutnej i żałobnej rzeczywistości śmierci wiecznej, ani sądu ostatecznego[14].

O. dr Roman Laba, OSPEE

Proroctwo Ratzingera. Oto jak zmieni się Kościół

 Proroctwo Ratzingera. Oto jak zmieni się Kościół

Przyszłość Kościoła może wyrosnąć i wyrośnie z tych, których korzenie są głębokie i którzy żyją z czystej pełni swojej wiary. Nie wyrośnie z tych, którzy dostosowują się jedynie do mijającej chwili ani z tych, którzy tylko krytykują innych i zakładają, że sami są nieomylnymi prętami mierniczymi; nie wyrośnie z tych, którzy podejmują łatwiejszą drogę, którzy unikają pasji wiary, twierdząc, że wszystko, co stawia im wymagania, co ich uraża i zmusza ich do poświęcenia siebie jest nieprawdziwe i nieaktualne, despotyczne i legalistyczne.

Ujmując to bardziej pozytywnie: przyszłość Kościoła, po raz kolejny, jak zawsze, zostanie ukształtowana przez świętych, to znaczy przez ludzi, których umysły nie zatrzymują się na hasłach dnia, ale dociekają głębiej, którzy widzą więcej niż widzą inni, ponieważ ich życie obejmuje szerszą rzeczywistość.

Bezinteresowność, która czyni ludzi wolnymi, osiąga się jedynie poprzez cierpliwość małych codziennych aktów samozaparcia. Przez tę codzienną pasję, która sama objawia człowiekowi w ilu wymiarach jest on niewolnikiem własnego ego, przez tę codzienną pasję i tylko poprzez nią oczy człowieka powoli się otwierają. Widzi tylko na tyle, na ile przeżył i przecierpiał. 

Jeśli dzisiaj prawie nie jesteśmy już w stanie uświadomić sobie Boga, to dlatego, że tak łatwo przychodzi nam uciec od samych siebie, od głębi naszego jestestwa za pomocą narkotyku takiej czy innej przyjemności. W ten sposób nasza własna głębia wewnętrzna pozostaje dla nas zamknięta. Jeśli prawdą jest, że człowiek widzi tylko sercem, to jakże jesteśmy ślepi! 

Jaki to wszystko ma wpływ na problem, który rozpatrujemy? Oznacza to, że chełpliwe i głośne twierdzenia tych, którzy wieszczą Kościół bez Boga i bez wiary, to wszystko pusta paplanina. Nie potrzeba nam Kościoła, który celebruje kult działania w modlitwach politycznych. To jest zupełnie zbędne. Dlatego też on sam siebie zniszczy. 

To, co pozostanie, to Kościół Jezusa Chrystusa, Kościół, który wierzy w Boga, który stał się człowiekiem i obiecuje nam życie po śmierci. Ksiądz, który nie jest nikim więcej niż pracownikiem socjalnym może być zastąpiony przez psychoterapeutę i innych specjalistów; ale ksiądz, który nie jest specjalistą, który nie stoi [z boku], obserwując grę, udzielając oficjalnych rad, ale w imię Boga stawia się do dyspozycji człowieka, który towarzyszy ludziom w ich smutkach, w ich radościach, ich nadziei i strachu, taki ksiądz na pewno będzie potrzebny w przyszłości. 

Pójdźmy krok dalej. Z obecnego kryzysu wyłoni się Kościół jutra – Kościół, który stracił wiele. Będzie niewielki i będzie musiał zacząć od nowa, mniej więcej od początku. Nie będzie już w stanie zajmować wielu budowli, które wzniósł w czasach pomyślności. Ponieważ liczba jego zwolenników maleje, więc straci wiele ze swoich przywilejów społecznych. 

W przeciwieństwie do wcześniejszych czasów będzie postrzegany dużo bardziej jako dobrowolne stowarzyszenie, do którego przystępuje się tylko na podstawie samodzielnej decyzji. Jako mała wspólnota, będzie kładł dużo większy nacisk na inicjatywę swoich poszczególnych członków. Niewątpliwie odkryje nowe formy posługi kapłańskiej i będzie wyświęcał do kapłaństwa wypróbowanych chrześcijan, którzy wykonują już jakiś zawód. 

W wielu mniejszych parafiach lub autonomicznych grupach społecznych opieka duszpasterska będzie zazwyczaj prowadzona w ten sposób. Obok tego niezbędna również będzie posługa kapłańska w pełnym wymiarze czasu, jak dawniej. 

Ale we wszystkich tych zmianach, w których, jak można się domyślać, Kościół na nowo odnajdzie swoją istotę i pełne przekonanie, co do tego, co zawsze było w jego centrum: wiary w Trójjedynego Boga, w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który stał się człowiekiem, w obecność Ducha Świętego aż do końca świata. W wierze i modlitwie na nowo uzna sakramenty za formę oddawania czci Bogu, a nie za przedmiot wiedzy liturgicznej. 

Kościół będzie wspólnotą bardziej uduchowioną, nie wykorzystującą mandatu politycznego, nie flirtującą ani z lewicą, ani z prawicą. To będzie trudne dla Kościoła, bo ów proces krystalizacji i oczyszczenia będzie kosztować go wiele cennej energii. To sprawi, że będzie ubogi i stanie się Kościołem cichych. 

Proces ten będzie tym bardziej uciążliwy, że trzeba będzie odrzucić zarówno sekciarską zaściankowość, jak i napuszoną samowolę. Można przewidzieć, że wszystko to będzie wymagało czasu. Proces będzie długi i żmudny, tak jak droga od fałszywego progresywizmu w przededniu rewolucji francuskiej – kiedy biskup mógł być uważany za błyskotliwego, jeśli wyśmiewał się z dogmatów, a nawet sugerował, że istnienie Boga wcale nie jest pewne – do odnowy w XIX wieku. 

Ale kiedy minie już proces tego odsiewania, wielka moc popłynie z bardziej uduchowionego i uproszczonego Kościoła. W totalnie zaplanowanym świecie ludzie będą strasznie samotni. Jeśli całkowicie stracą z oczu Boga, odczują całą grozę swojej nędzy. Następnie odkryją małą trzódkę wyznawców jako coś całkowicie nowego. Odkryją ją jako nadzieję, która jest im przeznaczona, odpowiedź, której zawsze potajemnie szukali. 

A zatem wydaje mi się pewne, że przed Kościołem bardzo trudne czasy. Prawdziwy kryzys ledwo się zaczął. Będziemy musieli liczyć się z tym, że nastąpią straszliwe wstrząsy. 

Jestem jednak równie pewny, co pozostanie na koniec: nie Kościół politycznego kultu, który już jest martwy, ale Kościół wiary. Może już nie być dominującą siłą społeczną w takim stopniu, w jakim był do niedawna; ale będzie cieszyć się świeżym rozkwitem i będzie postrzegany jako dom dla człowieka, gdzie znajdzie on życie i nadzieję wykraczającą poza śmierć. 

Kościół katolicki przetrwa mimo mężczyzn i kobiet, niekoniecznie ze względu na nich. A jednak, nadal mamy do odegrania naszą rolę. Musimy modlić się i pielęgnować bezinteresowność, wyrzeczenie, wierność, pobożność sakramentalną i życie skoncentrowane na Chrystusie. 

 

Józef Ratzinger w 1969 roku w rozgłośni Hessian Rundfunk

Misyjne.pl

mp/misyjne.pl

8 Września - Narodzenie Najświętszej Maryi Panny: Opowieść o

  8 Września - Narodzenie Najświętszej Maryi Panny: Opowieść o