czwartek, 27 czerwca 2024

Ks.Piotr Glas- Kazanie/ konferencja/wykład o nawróceniu, oraz pokucie. Sąd ostateczny a nasza wiara...

W obronie księdza Piotra Glasa - NIE WIERZCIE.

Podpisz petycje w obronie niezłomnego Kapłana Ks.Glasa

 https://www.chrzescijanskieveto.pl/index.php/2024/06/25/875/ https://www.chrzescijanskieveto.pl/index.php/2024/06/25/875/
Podpisz petycje w obronie niezłomnego Kapłana Ks.Glasa

Słowa mojego wsparcia dla ks. Piotra Glasa. - ks. Sławomir Kostrzewa.

 

Słowa mojego wsparcia dla ks. Piotra Glasa. - ks. Sławomir Kostrzewa.

Słowa mojego wsparcia dla ks. Piotra Glasa.

1. Żyjemy w czasach, w których można zniszczyć człowieka jednym pomówieniem, powielaną w nieskończoność wiadomością medialną, bez uczciwego procesu
. W którym zarzut o przestępstwo pedofilii od wielu lat wykorzystuje się jako narzędzie niszczenia Kościoła katolickiego i rozprawiania się z "niewygodnymi kapłanami".
Pojedyncze, gorszące przypadki tego rodzaju przestępstw (które nigdy wśród prawdziwych kapłanów nie powinny mieć miejsca), przenosi się na całe duchowieństwo.
Na ulicach miast całego świata fetuje się rozpustę i dewiacje, partie wielu krajów Zachodu od wielu lat domagają się legalizacji pedofili, ale świat o tym milczy.
Milczeniem także pomija się handel dziećmi, uniemożliwia się lub utrudnia projekcję filmu "Sound of freedom", a dziecięca prostytucja kwitnie wśród najwyższych sfer polityki i biznesu.
To świat zakłamania i nieuczciwości. Świat, w którym kardynał George Pell spędził w więzieniu w Australii 3 lata, niesłusznie oskarżony o przestępstwo pedofilii, a o jego uniewinnieniu informowały nieliczne media.

2. Kapłani pomówieni o przestępstwo pedofilii traktowani są jakby nie obowiązywała zasada domniemanej niewinności i rzeczywiście dopuścili się tego przestępstwa: odsuwa się ich od posługi duszpasterskiej, podaje się do wiadomości publicznej ich personalia oraz skalę rzekomych przestępstw
. Kiedy pomówienia okazują się nieprawdą, nikt nie ma ochoty tego nagłośnić ani prostować. Pomówieni kapłani nie są w stanie odbudować swojego dobrego imienia, o szkodach psychicznych i moralnych nie wspominając. Osoby i media powielające fałszywe pomówienia nigdy nie są pociągane do odpowiedzialności za zniszczenie człowieka.

3. Pomówienia o przestępstwa seksualne wobec dzieci stosuje się w wielu krajach Zachodu jako skuteczne narzędzie wyłudzania odszkodowań.

Nadzwyczaj łatwo o nie, zwłaszcza, jeśli lokalna diecezja nie ma wypracowanych metod i środków obrony swoich pracowników. Pomówieni kapłani nie mają możliwości obrony, pozbawiani są urzędów i środków do życia, procesy ciągną się latami i z reguły toczą się na zasadzie "słowo przeciw słowu". Wtedy o wyroku decyduje widzimisię sędziego lub jego stosunek (zazwyczaj negatywny) do Kościoła katolickiego.

4. Kościół katolicki wypracował wiele skutecznych i potrzebnych narzędzi ochrony ofiar nadużyć seksualnych - i pod tym względem nie ma na świecie innej instytucji, która zrobiłaby tyle samo.
To jest działanie potrzebne i wciąż warte rozwijania. Niestety, niewiele w Kościele uczyniono, aby potrafił chronić swoich pracowników, szczególnie kapłanów, przed pomówieniami.

Osoba, której przestawia się zarzuty, traktowana jest jakby zarzuty były prawdziwe. Nie istnieje domniemanie niewinności, nic i nikt nie chroni ich dobrego imienia. Traktuje się je jak osoby włączone spod najbardziej podstawowych konstytucyjnych praw.
Kiedy młodzi kapłani odchodzą z kapłaństwa, z reguły mówi się o ich niedojrzałości i nieuporządkowaniach uczuciowych. Nikt nie powie o towarzyszącym im strachu i braku wsparcia ze strony przełożonych i instytucji, kiedy przychodzi czas próby i mierzenia się z nieuczciwymi zarzutami.

5. Ks. Piotr Glas od wielu lat działa otwarcie w przestrzeni publicznej i dał się poznać jako orędownik prawdy, także tej trudnej, dotyczącej samego Kościoła i duchowieństwa, którego był i jest częścią

. Wiele razy z nim rozmawiałem i zawsze miał świadomość, że mnóstwo osób, także wewnątrz Kościoła, życzy mu jak najgorzej i wykorzysta każdą okazję, aby go "uciszyć na zawsze".

6. Znamienne, że informacja o oskarżeniach względem ks. Piotra pojawiła się w uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela (24 czerwca 2024 r.).
Przypominam, że św. Jan Chrzciciel to prorok, który głosił trudną prawdę i wzywał do nawrócenia wielkich tego świata. Zginął zabity w więzieniu z powodu zawiści osób, którym wypominał grzeszne życie. Dla mnie fakt pojawienia się tej informacji w tym dniu jest Bożym dopustem, przez który Niebo ukazuje nam, jak Ono ocenia postawę i osobę księdza Piotra. Sądy ludzkie mogą być skorumpowane, podatne na opinię publiczną, Sąd Boży nie myli się nigdy.

7. Gdyby prześledzić biografie wielkich świętych, niemal każdy z nich musiał przejść przez wielkie prześladowanie, ucisk i cierpienie. Ufam, że ks. Piotr, który wszedł właśnie na swoją Golgotę, przejdzie przez nią mężnie.

Wiedział, że ten czas przyjdzie. Ja wiem, że nie wchodzi na nią nieprzygotowany. Towarzyszy mu wiara i pewność, że realizuje się względem Niego wola Boża.

8. Jakiś czas temu ks. Piotr wysłał mi wiadomość otrzymaną od pewnego człowieka, któremu Bóg kazał przekazać ks. Piotrowi skierowane bezpośrednio do jego osoby orędzie.

Cytuję je w całości:

"Są dusze, które zapraszam do Nieba w Niebie. Do miejsc zarezerwowanych tylko dla Męczenników Wiary i Miłości, którzy przechodzą przez ogień oczyszczenia już tu na Ziemi. To dusze, którym daję doświadczyć krople Mojej Męki na podobieństwo Moje. Dusze podobne w Męce, podobne i w Chwale.
Ciebie pytam Piotrze: czy ufasz Mi bez zastrzeżeń, czy chcesz i czy jesteś gotowy stracić dla Mnie dobre imię, być wyszydzonym i wyśmianym przez swoich wrogów? Twoje: "niech się Wola Boża dzieje" wybawi więcej dusz niż wszystkie Twoje konferencje. Potężna łaska zstąpi na ziemię z powodu Twojego Fiat. Otworzę bramy zbawienia dla wielkiej liczby dusz, a sam otoczę Cię potężnym łańcuchem Moich Archaniołów, byś nie potrącił swej stopy o kamień.
Jestem Prawdą, każdy tę Prawdę ujrzy i nie będzie w stanie jej zaprzeczyć. Może się Mnie zaprzeć, ale nie zaprzeczy Prawdzie, która przenika kości i umysł. To Prawda, którą Ty głosisz. I która obroni się sama również w Twoim życiu.
Przyjąłem od Ciebie dar twej godności własnej - dobrego imienia - i wielkie dobro wyrośnie z gleby tego daru. Nie lękaj się tej ofiary, którą zapowiadałem Ci od dawna. Czas, by i to wykonało się w Tobie. Zostałem Ci tylko Ja, który zawsze kochał Cię będę i człowiek, którego sercem Cię prowadzę. Jego Ci nie odbiorę, choć ból Mój przekazywać Mu musisz. Na tej ziemi miłość w bólu się spełnia i są nierozłącznie na ziemi wygnania. Twoim cierpieniem okupione jest to, co przekazujesz i dobro z tego wyniknąć musi.
Biorę od Ciebie to, co najtrudniejsze. Miłość potwierdza się czynem. A wielka miłość wymaga heroicznych potwierdzeń - dla ciebie samego i dla innych".

9. Księże Piotrze, znam Ciebie od przeszło 10 lat. Wiem, że codziennie mówiłeś Bogu swoje: "Fiat".


I powtórzę to, co mówiłem Ci w czasie naszej ostatniej rozmowy: Być może na tej ziemi nie ujrzymy sprawiedliwości, umrzemy pomówieni kłamstwami i zmiażdżeni cierpieniem. Ale ufam, że prawdomówny Bóg z tej ofiary wyprowadzi wielkie łaski dla świata i dla dusz, które ukochałeś i o które dzielnie każdego dnia walczyłeś od pierwszego dnia swojego kapłaństwa. Kapłaństwa, którego przed Bogiem i na wieczność nie będziesz musiał się wstydzić, bo będzie Ci ozdobą i chwałą na wieczność.

10. Bardzo proszę o codzienny Różaniec i podjęcie Nowenny Pompejańskiej za ks. Piotra Glasa, o wypełnienie się woli Bożej w jego życiu.

Z profilu na fb. ks. Sławomira Kostrzewy.

Z Dzienniczka Świętej Faustyny

 

Z Dzienniczka Świętej Faustyny

O ofierze woli
Dziś powiedział mi Pan: Żądam od ciebie ofiary doskonałej i całopalnej - ofiary woli, z tą ofiarą nie może iść w porównanie żadna inna. Sam kieruję życiem twoim i wszystko tak urządzam, abyś mi była ustawiczną ofiarą, i czynić będziesz zawsze wolę moją, a dla dopełnienia tej ofiary łaczyć się bedziesz ze mną na krzyżu. Wiem, co możesz. Bedę ci wiele rzeczy nakazywał wprost od siebie, a możność wykonania opóźnię i uzależnię od innych; czego przełożeni nie osiągną, ja dopełnię sam bezpośrednio w duszy twojej, i w najtajniejszej glębi duszy twojej będzie ofiara doskonała i całopalna, i to nie na jakiś czas, ale wiedz, córko moja, że ta ofiara trwać będzie aż do śmierci. Ale jest czas, że ja, Pan, spełnię wszelkie życzenia twoje, mam w tobie upodobanie, jak w żywej hostii; niczym się nie przerażaj, ja jestem z tobą.

„Separacja” Mszy trydenckiej. Do czego doprowadzi Franciszek?

 

„Separacja” Mszy trydenckiej. Do czego doprowadzi Franciszek?

(Fot: PCh24TV)

Stolica Apostolska szykuje poważne ograniczenia dotyczące Mszy trydenckiej. Jeżeli wejdą w życie w tym kształcie, w którym zostały zapowiedziane we wiarygodnych przeciekach medialnych, krótkoterminowo oznacza to wielką tragedię. Setki księży w całej Polsce zostaną pozbawionych możliwości sprawowania Mszy łacińskiej, a dziesiątki tysięcy wiernych uczestnictwa w niej.

O szczegółach planowanych restrykcji mogą Państwo przeczytać w osobnej publikacji portalu PCh24.pl. Tu dość powiedzieć, że według dostępnych informacji papież Franciszek i jego zaplecze w Kurii Rzymskiej planuje wprowadzić co do zasady całkowity zakaz sprawowania Mszy tradycyjnej oraz udzielania sakramentów według dawnych ksiąg. Z tego zakazu mają być zwolnione jedynie wspólnoty dedykowane liturgii trydenckiej, takie jak Bractwo Kapłańskie św. Piotra, Instytut Dobrego Pasterza czy Instytut Chrystusa Króla. Bractwo Kapłańskie św. Piusa X jest jak zwykle w szczególnej sytuacji; wszelako zechciało nareszcie uregulować swój status kanoniczny, to prawdopodobnie mogłoby funkcjonować na tych samych zasadach co wymienione instytuty, mając swobodę celebrowania tradycyjnej Mszy świętej.

Na ile można wnosić z dotychczasowych informacji, zakazy nie będą też obejmować zgromadzeń zakonnych, jako że mają dotyczyć wyłącznie zwykłej struktury diecezjalnej w Kościele.


Jeżeli decyzja Franciszka weszłaby w Polsce w życie ze skutkiem natychmiastowym, oznaczałoby to nagłą katastrofę „sieci” tradycyjnej liturgii. Wyjąwszy kaplice Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, można szacować, że dotyczyłoby to około 90 proc. miejsc, w których sprawowana jest Msza trydencka – musiałyby po prostu zniknąć, bo kapłanów z Bractwa Kapłańskiego św. Piotra i Instytutu Dobrego Pasterza jest w Polsce bardzo niewielu. Księża odprawiający mszę według Missale Romanum z 1962 roku musieliby nagle ograniczyć się wyłącznie do odprawiania mszy nowej, a wierni zostaliby po prostu pozbawieni możliwości udziału w tradycyjnej liturgii. Skutkowałoby to ogromnym chaosem; wielu kapłanów próbowałoby na pewno przejść do tradycyjnych instytutów, ale nie jest to przecież sprawa prosta ani szybka; niektórzy mogliby zatem przystąpić do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Analogiczne zjawisko nastąpiłoby wśród wiernych, którzy zaczęliby szukać jakichkolwiek miejsc z mszą trydencką. Mogłyby to być kaplice Bractwa św. Piusa X, z których zgodnie ze stanowiskiem Stolicy Apostolskiej można korzystać; ale mogłyby to być również wspólnoty schizmatyckie, jakie wyrastają dziś jak grzyby po deszczu wokół różnych zbuntowanych księży, często sedewakantystów. Swoje struktury próbują też w Polsce tworzyć ekskomunikowany bp Richard Williamson, który wszedł w porozumienie z abp. Carlo Maria Vigano.

Należy mieć nadzieję, że dokument Watykanu będzie przewidywać jakiś okres przejściowy; a jeżeli nie, to trzeba oczekiwać, że polscy biskupi stawią uzasadniony opór i z konieczności zgadzając się co do zasady z nakazanym przez papieża strategicznym kierunkiem ograniczenia Mszy tradycyjnej do kilku instytutów nie pozwolą na to, by nagle zniknęła z wielu innych miejsc.

Sądzę, że z Bożą pomocą można z nowych papieskich restrykcji wyciągnąć jakieś dobro. Nie będzie to łatwe, ale przecież możliwe. Wskazanie przez Stolicę Apostolską instytutów tradycyjnych jako jedynych miejsc, w których celebrowana jest Msza święta w dawnym rycie, zwróci na nie dużą uwagę całego Kościoła. Może to oznaczać kolejne powołania, zainteresowanie wiernych. W ten sposób – da impet ich dalszemu rozwojowi. W Polsce jest to bardzo potrzebne.

Co więcej, dzięki ewentualnemu rozrostowi takich instytutów może w ogóle podnieść się poziom już nie tylko liturgii, ale pobożności tradycyjnej w ogóle. Dziś bywa tak, że biskup deleguje do jakiejś grupy związanej z „dawną” liturgią danego kapłana tylko dlatego, że ten potrafi ją sprawować. Nie zawsze idzie za tym odpowiednia formacja doktrynalna. „Przejście” przez instytut tradycyjny sprawi, że kapłani będą nie tylko potrafili celebrować liturgię tradycyjną – ale będą też nauczać i żyć w adekwatny sposób.

Podobnie coraz lepiej mogą rozwijać się zgromadzenie zakonne, które wiążą się z liturgią tradycyjną. Takie zgromadzenia istnieją na całym świecie; Mszę łacińską szczególnie upodobali sobie benedyktyni – we Francji, Stanach Zjednoczonych, Italii. Również w Polsce są zgromadzenia, które stawiają na tradycyjną liturgię. Będą teraz siłą rzeczy promieniować coraz potężniej.

Istnieją oczywiście różne ryzyka, związane nie tylko z działalnością różnych schizmatyckich grup sedewakantystycznych, jak te budowane wokół Vigano czy Williamsona. W efekcie „oddania” Mszy trydenckiej wyłącznie specjalnym instytutom dojdzie do mocnej separacji. Powstanie w łonie Kościoła katolickiego coś na kształt anglikańskiego „low” i „high” church. To zbieżne z ogólną strategią anglikanizacji Kościoła, którą ewidentnie prowadzi papież Franciszek, pozwalając na różnorodność doktrynalną i moralną. Będą zatem katolicy związani z „low church”, uczestniczący na zwykłą mszę, często uznający zasady relatywistyczne i liberalne – i katolicy z „high church”, uczestniczący w liturgii tradycyjnej i wyznający czystą wiarę katolicką, bez domieszki modernistycznej. To pod wieloma względami bardzo szkodliwe.

Jednak z drugiej strony – separacja przynosi jasność. Jak wiemy z obserwacji rozwoju wspólnot kościelnych na świecie, grupy liberalne i progresywne usychają – bez powołań, bez dzieci, bez wiary w przyszłość, bez życia. Grupy tradycyjne są za to żywotne i rozwijają się. Być może za kilkadziesiąt lat w Europie zostanie już tylko katolicki „high church” z liturgią tradycyjną, a to stanie się początkiem prawdziwej odnowy.

Oczekując na nowy dokument Franciszka uzbrójmy się w cierpliwość; a nade wszystko prośmy Ducha Świętego o dary, zwłaszcza bojaźni Bożej i mądrości. Nie ulega wątpliwości, że urzędnicy Kurii Rzymskiej, którzy przygotowali restrykcje, nie życzą dobrze ruchom tradycyjnym. Liturgiczny ideolog prof. Andrea Grillo otwarcie mówi, że dziesiątki tysięcy młodych ludzi uczestniczących w tradycyjnej pielgrzymce do Chartres to jakaś „sekta”. Kard. Pietro Parolin, który według informacji „The Remnant” silnie wspiera ograniczenia, miał kilka lat temu tym samym młodym zarzucać problemy psychiczne. Wreszcie nawet papież wielokrotnie obrażał katolików tradycyjnych jako „wstecznych”, „zimnych”, po prostu złych katolików. Gdyby mogli wszystko pewnie doprowadziliby do końca dzieło abp. Annibale Bugniniego, po prostu usuwając raz na zawsze Mszę tradycyjną z Kościoła katolickiego w ogóle. Tego jednak zrobić nie są w stanie, dlatego stosują inne strategie.

Z Bożą pomocą z tych prześladowań może zrodzić się wielkie dobro. Potrzebna jest jednak wielka praca – i jeszcze większa roztropność.

Paweł Chmielewski

[Jestem w Kościele] „Synodalna” rozprawa z Mszą trydencką

 

[Jestem w Kościele] „Synodalna” rozprawa z Mszą trydencką

Dobrze poinformowane źródło przekazało, że Stolica Apostolska szykuje kolejny cios w środowiska związane z tradycyjną liturgią, w porównaniu z którym niesławne motu proprio Traditionis custodes będzie jedynie błahostką. Chodzi o „ostateczne i radykalne rozwiązanie”, zakazujące całkowicie tzw. Mszy trydenckiej. Jeśli okaże się to prawdą, będzie to znaczyło, że Kościół wyrzuci na śmietnik liturgię, którą przez wieki karmiły się niezliczone rzesze wiernych i która wychowała ogrom świętych. Nadal jest ona fundamentem dla coraz większej liczby katolików i niewątpliwie żadne niesprawiedliwe zakazy tego nie zmienią.

Zagrożenie jest naprawdę realne, gdyż blog Rorate Caeli wcześniej jako pierwszy ujawnił plany restrykcji wobec liturgii łacińskiej, związanych z przygotowaniem Traditionis custodes. Pamiętajmy również, że już ten dokument zapowiadał, że prędzej czy później stara liturgia ma zniknąć, bo tylko jej zreformowana wersja jest „jedynym wyrazem rytu rzymskiego”. Z doniesień wynika, że na ostatecznym rozwiązaniu kwestii tradycyjnej liturgii zależy zwłaszcza środowisku związanemu z ks. kard. Arthurem Roche (który już dał się poznać jako zawzięty przeciwnik tradycyjnej liturgii), dla którego dotychczasowe działania nie przynoszą zadowalających efektów, bo wspólnoty związane z Mszą trydencką rozwijają się niezwykle prężnie. Przoduje tu wykładowca teologii na rzymskim Anselmianum, Andrea Grillo, który jest uważany za inspiratora dotychczasowych ograniczeń.

Tego rodzaju poglądy nie są niczym nowym, niestety jednak zaczęły nadawać ton podczas obecnego pontyfikatu. Tę fobię (bo trudno to inaczej nazwać) celnie diagnozował ks. kard. Joseph Ratzinger: „Dla właściwego kształtowania świadomości liturgicznej ważne jest również, by w końcu zerwać z deprecjonowaniem obowiązującej do 1970 roku formy liturgii. Każdy, kto się opowiada za dalszą obecnością tej liturgii czy bierze w niej udział, jest dziś traktowany jak trędowaty – tutaj kończy się wszelka tolerancja. Czegoś podobnego nie było w całej historii Kościoła – przekreślono przecież jego całą przeszłość. Jak w takim razie dowierzać jego teraźniejszości?”.

Rzeczywiście całkowity zakaz starej liturgii byłby czymś nie do pomyślenia, również ze względu na wiarygodność Kościoła. Pisał ks. kard. Ratzinger: „Wspólnota, która ogłasza nagle jako ściśle zabronione to, co dotąd było dla niej czymś najświętszym i najwznioślejszym, oraz której przedstawia się jako coś niestosownego żal, odczuwany przez nią z tego powodu, sama stawia się pod znakiem zapytania. Jak można jej jeszcze wierzyć? Czy jutro nie zakaże ona tego, co dzisiaj nakazuje?”.

Planowane radykalne restrykcje względem tradycyjnej liturgii, podobnie jak te dotychczasowe spod znaku Traditionis custodes, nie mają nic wspólnego z troską o jedność Kościoła. Ani trochę nie widać w nich również synodalności, która przecież dzisiaj wyskakuje nawet z lodówki. Wreszcie nie można tego w żadnej mierze nazwać rewolucją czułości. To po prostu wyrzucanie za burtę Kościoła całej rzeszy osób tylko ze względu na ich przywiązanie do tak samo ważnej i godnej formy liturgii. Już i tak wielu z nich trafiło pod skrzydła Bractwa św. Piusa X, które przecież nie jest w pełnej jedności z Rzymem. Próbuje się przyciągać do Kościoła ludzi, którzy nie respektują jego zasad, a jednocześnie tym, którzy mimo różnych kłód rzucanych pod nogi w nim trwają, wysyła się komunikat – „do widzenia, nie chcemy Was tu”.

Na koniec nie pozostaje nic innego, niż znów przytoczyć słowa Papieża, który był wielkim liturgiem i doskonale rozumiał, co buduje jedność i wiarygodność Kościoła: „To, co poprzednie pokolenia uważały za święte, świętym pozostaje i wielkim także dla nas, przez co nie może być nagle zabronione czy wręcz uważane za szkodliwe. Skłania nas to do tego, byśmy zachowali i chronili bogactwa będące owocem wiary i modlitwy Kościoła i byśmy dali im odpowiednie dla nich miejsce”.

Wojciech Grzywacz/radiomaryja.pl

drukuj

Upłynęły dwa tysiące lat od kiedy Jestem obecny w Kościele w Sakramencie Mojej Milości a nadal pozostaje nieznany,zapomniany,opuszczony i traktowany jak rzecz,

  Nadstaw ucha twojego serca a będę do ciebie przemawiał... Upłynęły dwa tysiące lat od kiedy Jestem obecny w Kościele w Sakramencie Mojej M...